Wpisz i kliknij enter

Gonno – Remember Life Is Beautiful

Kosmiczna wizja muzyki z Detroit i Chicago.

Sunao Gonno zaczynał swą przygodę z nową elektroniką dwadzieścia lat temu, serwując nowojorski house w nieistniejącym już tokijskim klubie Firecracker. Potem w naturalny sposób zapragnął tworzyć własną muzykę do tańca, dzięki czemu jego autorskie nagrania zaczęły się pojawiać najpierw w katalogach japońskich tłoczni, a potem – zachodnich.

Winylowe dwunastocalówki zrealizowane dla Perc Trax, International Feel czy Beats In Space objawiły Gonno jako utalentowanego twórcę przestrzennego house’u. Nic więc dziwnego, że o didżejskie sety młodego Japończyka upomniały się niebawem najbardziej znane kluby w Europie i Ameryce. Podsumowaniem pierwszego okresu działalności artysty okazał się jego debiutancki album „My Existence” opublikowany przez wytwórnię W.C. dokładnie dekadę temu.

Nowa płyta Gonno ma bardziej rozbudowany charakter. Rozpoczynają ją zrealizowane z rozmachem nagrania w klimacie downtempo – „Hippies” i „Worst Day Ever”. Połączenie spowolnionej rytmiki z syntezatorowymi arpeggiami i dubowymi basami uwodzi swym majestatycznym pięknem. „Stop” przenosi nas jednak już na teren chicagowskiego house’u – ale szeleszczące hi-hatami bity kontrastują tu dronowe wyziewy i klawiszowe wariacje.

W „Confusion” japoński producent przekonuje nas, że również klasyczny deep house może być całkowicie pozbawiony „czarnych” korzeni. Anielskie chóry i pastelowe arpeggia przybliżają bowiem kompozycję do epickiego trance’u o europejskim rodowodzie. „Beasts In Your Mind” i „Already Almost” przekierowują nas na teren eterycznego ambientu w stylu niemieckiej kosmische musik. Pomiędzy nimi znajduje się miejsce na kolejny przykład schłodzonego deep house’u – w „Across The Sadness”.

Echem fascynacji Gonno nowojorskim house’m w stylu Danny’ego Tengalii jest tutaj osadzony na plemiennym pulsie „Revoked”. Chwilę wyciszenia w końcowej części zestawu przynosi rozwibrowany „The Island I’ve Never Been” – ustępując ostatecznie miejsca dudniącemu tech-house’owym rytmem i wypełnionemu perlistymi klawiszami „Green Days”.

Pamiętacie publikowane przez Kompakt płyty Kaito? Nowy album Gonno utrzymany jest w podobnym stylu. O ile jednak ten pierwszy z japońskich producentów trzymał się mocnej rytmiki rodem z techno, tak ten drugi zdecydowanie woli house’ową pulsację. Obaj jednak obudowują te bity na trance’ową modłę – unikając sampli, koncentrując się na przestrzennym brzmieniu, z upodobaniem stosując kosmiczne arpeggia. Efekty w obu przypadkach są podobne – epicka muzyka, łącząca taneczną energię z mistycznym nastrojem i pozytywnym przesłaniem.

Endless Flight 2015

www.mulemusiq.com

www.facebook.com/pages/GONNO







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
masta
6 lat temu

Zachęciłeś, dzięki!

Polecamy