Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.

Upsammy – Zoom
Paweł Gzyl:

Zbliżenie na kruche piękno.

Alois – Azul
Łukasz Komła:

Stąpać po niebieskim.



Wytarczy rozjerzeć się dookoła

Rozmowa z włoskim producentem – Giorgio Giglim.

Debiutancki album działającego w Rzymie twórcy okazał się jednym z większych zaskoczeń roku. Zamiast transowego techno dostaliśmy na „The Right Place Where Not to Be” soundtrackowy ambient. Postanowiliśmy więc  poznać bliżej autora płyty. Czy nam się to udało?

– Mamy obecnie do czynienia z prawdziwą erupcją producenckich talentów na włoskiej scenie elektronicznej. Jak sądzisz – z czego to wynika?

– To prawda. Jest w tej chwili kilku naprawdę dobrych twórców elektroniki z Włoch. Choćby Ness, Claudio PRC, Marco PVS czy Vsk. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia dlaczego akurat teraz tak się dzieje. Tak czy siak – ich twórczość tylko stymuluje moją kreatywność, ż czego bardzo się cieszę.

– Może to dlatego, że włoska elektronika ma przecież bardzo silną tradycję: od soundtracków do filmów giallo, przez kontrkulturowy industrial, po taneczne Italo-disco?

– Znam tą muzykę, ale nie miała ona większego wpływu na moje dokonania.

– A wczesne techno i house, które we Włoszech rozpowszechniali na początku lat 90. tacy artyści, jak Leo Anibaldi, Lory D czy Marco Passarani?

– To co innego: ci producenci naprawdę mnie inspirowali. Ich nagrania to część mojego własnego środowiska. Zainteresowałem się muzyką elektroniczną właśnie dzięki ich płytom i występom w klubach.

– Jesteś związany z elektroniczną sceną w Rzymie. Jaka jest jej obecna sytuacja?

– Rzymska scena funkcjonuje już od początku lat 90. Wiele rzeczy zmieniło się na niej w tym czasie. Przede wszystkim muzyka. Ale to naturalna część procesu tworzenia.

– Na początku swej działalności współpracowałeś blisko z kilkoma kolegami z Włoch – Donato Dozzym, Claudio PRC czy Dino Sabatinim. Dlaczego z czasem tego zaniechałeś?

– Na szczęście każdy z nas zdecydował się pójść swoją drogą. Powiedziałem, że na szczęście, bo dzięki temu każdy z nas miał okazję eksperymentować i poszukiwać na własną rękę.

– Dzisiaj większość włoskich producentów przeniosła się do Berlina. Dlaczego?

– Nie wydaje mi się, że jest wielu włoskich artystów odnoszących sukcesy w Berlinie. Tak naprawdę, jeśli się jest utalentowanym, można tworzyć pod każdą szerokością geograficzną. Osobiście jestem bardzo emocjonalnie związany z ojczyzną i właśnie tam chcę dalej działać.

– Przez długi czas prowadziłeś z Obtane wytwórnię Zooloft. Dlaczego w końcu ją zamknąłeś?

– Ja i Obtane po wielu latach wspólnej działalności, postanowiliśmy pójść własnymi drogami. To naturalne w muzycznym środowisku. Ale spędziliśmy razem wiele wspaniałych chwil – i śmiejąc się, i płacząc. W końcu uświadomiliśmy sobie, że zrealizowaliśmy razem wszystko to, co planowaliśmy.

– Teraz nagrywasz dla Electric DeLuxe. To idealna platforma do wydawania Twojej muzyki?

– To dom z wszelkimi wygodami! Świetnie się tam czuję. W lecie mamy klimatyzację, a w zimie – kominek. (śmiech)

Jesteś znany jako producent transowego techno. Dlaczego na swój debiutancki album zdecydowałeś się nagrać eksperymentalny ambient?

– Nie zdecydowałem się, to wyszło naturalnie. Zarówno kiedy robię techno, jak i kiedy robię ambient, moja muzyka ma soundtrackowy charakter. Tak jest i tym razem – z ta różnicą, że tym razem nie jest ona przeznaczona do tańczenia.

– Skąd u Ciebie ta pasja do muzyki filmowej?

– Od dłuższego czasu interesuję się soundtrackami. Planowałem więc tego typu płytę – i w końcu postanowiłem ją zrealizować. Po prostu przyszedł na to czas.

– „The Right Place Where Not to Be” to apokaliptyczna wizja. Co ją sprowokowało?

– To prawda: to jest apokaliptyczna wizja. Znalazłem inspirację rozglądając się dokoła. Jeśli patrzysz na świat realnie, zrozumiesz, że to bliska przyszłość.

– Twoje nagrania były zawsze długie i rozbudowane. Dlaczego „The Right Place Where Not to Be” składa się tymczasem z krótkich utworów trwających zaledwie trzy kwadranse?

– Dla mnie to jedna kompozycja trwająca w sumie 45 minut. Myślisz, że to za krotko?

– (śmiech) Nie będziesz już grał techno?

– Będę. Muzyka dla klubów to coś zupełnie innego. Nadal ją lubię, więc ciągle mam ochotę ja tworzyć.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.