Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.

Various Artists – Total 19
Paweł Gzyl:

Witamy jesień z Kompaktem.

Alessandro Cortini – Volume Massimo
Jarek Szczęsny:

Wyłapywanie wadliwych elementów.



Ragnar Johnson assisted by Jessica Mayer – Sacred Flute Music from New Guinea: Madang / Windim Mambu

Tym razem wędrujemy do Papui-Nowej Gwinei za sprawą reedycji nagrań terenowych autorstwa Ragnara Johnsona.  

Materiał z „Sacred Flute Music from New Guinea: Madang/Windim Mambu” powstał między kwietniem a sierpniem 1976 roku przy wsparciu Jessici Mayer. Rok później nagrania trafiły na płytę winylową wydaną przez Quartz Publications. W 1979 roku ta sama firma opublikowała drugą część, pt. „Madang Vol. 2”. Po dwudziestu latach pojawiło się wznowienie kompaktowe nakładem Rounder Records.

Teraz oficyna Ideologic Organ (jeden z pododdziałów Editions Mego), prowadzona przez Stephena O’Malleya, opublikowała na winylu/CD/wersji cyfrowej „Sacred Flute Music from New Guinea: Madang/Windim Mambu” – wydawnictwo zawiera utwory z obydwu części („Madang Vol. 1 i 2”). Jeśli ktoś chciałby dotrzeć do kopii taśm-matek to znajdzie je w Instytucie Papui-Nowej Gwinei w Port Moresby. W proces odrestaurowywania papuaskich nagrań zaangażowali się także David Toop i Evan Parker.

Na albumie słyszymy głównie różne brzmienia fletów, jak i rozmaite techniki gry. Piętnastominutowy „Jarvan” jest jednym z najbardziej niesamowitych utworów w tym zestawie, który został zarejestrowany we wsi Awar. Oprócz dźwięków fletów, wprowadzających nas w stan melancholii, mamy też transowy szum grzechotek. W „Mo-Mo” w niezwykły sposób rezonują pomiędzy sobą brzmienia sześciu różnych par fletów (instrumenty pochodzą z okolic pasma górskiego Finisterre Range znajdującego się w północno-wschodniej części Papui-Nowej Gwinei) i muszli znalezionych u wybrzeża rzeki Ramu.

W wielu fragmentach doświadczamy wyjątkowej wyobraźni muzycznej tamtejszych mieszkańców, objawiającej się między innymi w dosyć skomplikowanych harmoniach, dysonansach czy minimalistycznej tkance perkusyjnej. Aż się porosi, aby jacyś producenci od muzyki elektronicznej poddali własnej interpretacji twórczość Papuasów. Świetnym przykładem może być postać Pedera Mannerfelta, który wpadł na genialny pomysł i odtworzył na krążku „The Swedish Congo Record” (nasza recenzja, 2015) za pomocą syntezatorów muzykę Kongijczyków.

1977/1979 Quartz Publications | 15.04.2016/Ideologic Organ

 

Strona Ideologic Organ »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Marek

    Całkowicie oryginalne, spodziewałem się podobnych dźwięków do tych z Folk Music Of The Sahel od Sublime Frequencies, ale załączony utwór jest czymś zupełnie wyjątkowym. Co do elektronicznej interpretacji to życzyłbym sobie by zajął się tym ktoś, kto może nie poddaje edycji samej oryginalnej ścieżki, ale potrafi się nią bawić, marzy mi się coś w stylu utworu – dzieła, które powstało z pomocą Villalobosa, czyli Insalar – Kime Ne.

    • Łukasz Komła

      A jak pan ocenia „The Swedish Congo Record”? Tak, „Sacred Flute Music from New Guinea…” jest wyjątkowym wydawnictwem. W całości robi duże wrażenie. Ostatnio pisałem też o marokańskiej muzyce rejestrowanej w lata 50. przez Paula Bowlesa. Jeśli pan nie zna tego ponad sześciogodzinnego zestawu, to gorąco polecam. Co do interpretacji, to z pewnością czekam na kreatywne podejście do tematu na miarę wspomnianego Pedera Mannerfelta.