IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Ragnar Johnson assisted by Jessica Mayer – Sacred Flute Music from New Guinea: Madang / Windim Mambu

Tym razem wędrujemy do Papui-Nowej Gwinei za sprawą reedycji nagrań terenowych autorstwa Ragnara Johnsona.  

Materiał z „Sacred Flute Music from New Guinea: Madang/Windim Mambu” powstał między kwietniem a sierpniem 1976 roku przy wsparciu Jessici Mayer. Rok później nagrania trafiły na płytę winylową wydaną przez Quartz Publications. W 1979 roku ta sama firma opublikowała drugą część, pt. „Madang Vol. 2”. Po dwudziestu latach pojawiło się wznowienie kompaktowe nakładem Rounder Records.

Teraz oficyna Ideologic Organ (jeden z pododdziałów Editions Mego), prowadzona przez Stephena O’Malleya, opublikowała na winylu/CD/wersji cyfrowej „Sacred Flute Music from New Guinea: Madang/Windim Mambu” – wydawnictwo zawiera utwory z obydwu części („Madang Vol. 1 i 2”). Jeśli ktoś chciałby dotrzeć do kopii taśm-matek to znajdzie je w Instytucie Papui-Nowej Gwinei w Port Moresby. W proces odrestaurowywania papuaskich nagrań zaangażowali się także David Toop i Evan Parker.

Na albumie słyszymy głównie różne brzmienia fletów, jak i rozmaite techniki gry. Piętnastominutowy „Jarvan” jest jednym z najbardziej niesamowitych utworów w tym zestawie, który został zarejestrowany we wsi Awar. Oprócz dźwięków fletów, wprowadzających nas w stan melancholii, mamy też transowy szum grzechotek. W „Mo-Mo” w niezwykły sposób rezonują pomiędzy sobą brzmienia sześciu różnych par fletów (instrumenty pochodzą z okolic pasma górskiego Finisterre Range znajdującego się w północno-wschodniej części Papui-Nowej Gwinei) i muszli znalezionych u wybrzeża rzeki Ramu.

W wielu fragmentach doświadczamy wyjątkowej wyobraźni muzycznej tamtejszych mieszkańców, objawiającej się między innymi w dosyć skomplikowanych harmoniach, dysonansach czy minimalistycznej tkance perkusyjnej. Aż się porosi, aby jacyś producenci od muzyki elektronicznej poddali własnej interpretacji twórczość Papuasów. Świetnym przykładem może być postać Pedera Mannerfelta, który wpadł na genialny pomysł i odtworzył na krążku „The Swedish Congo Record” (nasza recenzja, 2015) za pomocą syntezatorów muzykę Kongijczyków.

1977/1979 Quartz Publications | 15.04.2016/Ideologic Organ

 

Strona Ideologic Organ »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Marek

    Całkowicie oryginalne, spodziewałem się podobnych dźwięków do tych z Folk Music Of The Sahel od Sublime Frequencies, ale załączony utwór jest czymś zupełnie wyjątkowym. Co do elektronicznej interpretacji to życzyłbym sobie by zajął się tym ktoś, kto może nie poddaje edycji samej oryginalnej ścieżki, ale potrafi się nią bawić, marzy mi się coś w stylu utworu – dzieła, które powstało z pomocą Villalobosa, czyli Insalar – Kime Ne.

    • Łukasz Komła

      A jak pan ocenia „The Swedish Congo Record”? Tak, „Sacred Flute Music from New Guinea…” jest wyjątkowym wydawnictwem. W całości robi duże wrażenie. Ostatnio pisałem też o marokańskiej muzyce rejestrowanej w lata 50. przez Paula Bowlesa. Jeśli pan nie zna tego ponad sześciogodzinnego zestawu, to gorąco polecam. Co do interpretacji, to z pewnością czekam na kreatywne podejście do tematu na miarę wspomnianego Pedera Mannerfelta.