Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



Oren Ambarchi & Jim O’Rourke feat. U-Zhaan – Hence

Syntezatory i gitary poganiane tablą!  

23 listopada miała swoją premierę trzecia wspólna płyta Orena Ambarchiego i Jima O’Rourke’a pod tytułem „Hence” (Editions Mego). Tym razem z gościnnym udziałem japońskiego tablisty U-Zhaana.

Pierwszy album duetu „Indeed” ukazał się w 2011 roku, trzy lata później wyszedł „Behold”, a teraz wspomniany „Hence”. Obaj artyści są bardzo zapracowani, wydają solowe płyty (akurat O’Rourke rzadko) i przede wszystkim nagrywają w różnych konstelacjach personalnych. Z ostatnich lat należy pamiętać o solowym krążku Ambarchiego – „Hubris” z 2016 roku, na którym udziela się także O’Rourke. W tym samym roku Amerykanin opublikował znakomity materiał z Christianem Fenneszem – „It’s Hard For Me To Say I’m Sorry”, a po paru miesiącach światło dzienne ujrzał longplay „Wakes on Cerulean” zrealizowany przez Françoisa Bonneta (aka Kassel Jaeger) i O’Rourke’a.

Materiał z „Hence” rozłożył się na dwie długie kompozycje: „Hence One” i „Hence Two”. Pierwsza utrzymana w rozedrganym, improwizowanym i nieco psychodelicznym nastroju. Druga wydaje się ciekawsza, gdzie medytacyjny post-minimalizm miesza się z field recordingiem, New Age’em, ambientem i etnicznym transem. Niestety, ale trudno tu mówić o wielkim dziele, raczej „Hence” rozpatrywałabym w kategorii bardzo miłego spędzenia wieczoru. Wyszły im dość przewidywalne struktury, jak na muzyków takiego formatu.

 

Strona Editions Mego »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze