Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



William Ryan Fritch – New Words For Old Wounds

Amerykański artysta w spektakularny sposób zamyka jedenastoczęściową serię „The Leave Me Sessions”.

Muzyka Williama Ryana Fritcha – wokalisty, multiinstrumentalisty i kompozytora muzyki filmowej, regularnie gości na łamach Nowej Muzyki. Wszystko zaczęło się w 2013 roku, od „3 pytań” – tutaj. Początkowo Kalifornijczyk nagrywał pod pseudonimem Vieo Abiungo. Następnie zaczął wydawać nagrania pod własnym nazwiskiem (m.in. „Leave Me Like You Found Me” – recenzja). Przez ostatnie dwa lata Fritch konsekwentnie prowadził serię „The Leave Me Sessions”, na którą złożyło się jedenaście wydawnictw, a najnowszy krążek „New Words For Old Wounds” oficjalnie zamyka ten wyjątkowy zestaw.

Każda płyta Ryana posiada szczególną oprawę graficzną. Nie inaczej jest w przypadku tegorocznego „NWFOW”, gdzie na okładce znalazł się piękny obraz norweskiego artysty znanego jako Sail – niestety, ale wersja tzw. deluxe tego albumu (można podpatrzeć na Bandcampie), oprawiona w okładkę wykonaną ze skóry, już się sprzedała. Ale można nabyć równie atrakcyjną podstawową wersję, sam posiadam jeden z egzemplarzy, więc potwierdzam i polecam!

Nie mógłbym nie wspomnieć o zeszłorocznym i bardzo dojrzałym longplayu Fritcha – „Revisionist” (recenzja). Choć sam Amerykanin jest świetnym wokalistą to coraz częściej zaprasza do współpracy też innych wokalistów. Na „Revisionist” mieliśmy niecodzienne głosy DM Stitha i Esme Patterson. Podobnie jest na „New Words For Old Wounds”, bowiem pojawili się DM Stith, Powerdove czy Ceschi. Tym razem otrzymaliśmy dwanaście kompozycji utrzymanych w swoistej konwencji zanurzanej w westernowym błocie, piachu i wietrze. Nie ulega wątpliwości, że Fritchowi udało się wypracować swoje brzmienie i charakterystyczną, gęstą warstwę rytmiczną momentami przypominającą stukot kopyt galopujących koni, stąd też szamańska, plemienna oraz westernowa otoczka spina całość w pewien rodzaj alternatywnego transu z pogranicza muzyki współczesnej/filmowej, avant-folku i rocka.

Press Photo - WRF

W imponujących utworach „Awake” i „After” William śpiewa w dłucie z DM Stithem. W tym drugim fragmencie głos Stitha skojarzył mi się z Davidem Thomasem z Pere Ubu. W „Entirety” z kolei możemy podziwiać potężny głos Fritcha – w dodatku mieniący się wieloma barwami w zestawieniu z gitarą akustyczną, smyczkami, klarnetem i szamańskim rytmem. Wielowarstwowy „Cataclysm” rozpisany – na moje ucho – na marimbę, gitarę elektryczną i smyczki, znakomicie prowadzi nas głąb tej nietuzinkowej muzyki. Następnie wokalistka Powerdove (Annie Lewandowski – czyżby nasza krew?) kołysze nas swoim lirycznym głosem w „Floats”.

Jeszcze ciekawiej wypada wokalny duet Ceschi-Fritch w świetnym „Hold Tight”. Ceschi w solowej działalności zahacza nie tylko o songwriterskie klimaty, ale także odnajduje się na alternatywnej scenie hip-hopowej. Śmiem twierdzić, iż aranżacji smyczkowych w kompozycji „Disregard” nie powstydziłby się zarówno Bryce Dessner (The National), jak i Valgeir Sigurðsson. „Conflicted” tylko potwierdził, że Fritch ma ogromny talent kompozytorski. W tytułowym numerze „New Words, Old Wounds” napięcie wcale nie opada ani poziom tego wydawnictwa. Pozornie wyciszona ballada „The Little We Know” – z nutką smyczkowej awangardy w tle – przybliża nas ku końcowi, czyli zamaszystemu i instrumentalnemu „Vantage Point”.

W trakcie słuchania „New Words, Old Wounds”, jak też poprzednich albumów, miejcie w pamięci, że wszystkie partie instrumentów nagrał Fritch. Zresztą na powyższym zdjęciu widać tylko część zgromadzonych przez niego instrumentów. To klimatyczne miejsce jest jego salą prób/studiem. Wiem, że muzyka Williama Ryana Fritcha ma już swoich wiernych fanów na zachodzie Europy, gdyż zdarza mu się tam koncertować. Więc apeluję do organizatorów festiwali w naszym kraju: otwórzcie się na nowych artystów!

20.05.2016 | Lost Tribe Sound

 

Oficjalna strona Williama Ryana Fritcha »Profil na Facebooku »Strona Lost Tribe Sound »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.