Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Nowości z Strut Records

Brytyjska oficyna przygotowała solidną porcję płyt wypełnionych zupełnie świeżą muzyką (Idris Ackamoor & The Pyramids, Anthony Joseph), jak i tą nagraną w latach 70. (Sunburst).

Idris Ackamoor & The Pyramids

Idris Ackamoor & The Pyramids – „We Be All Africans” (27.05.2016 | Strut)

Idris Ackamoor (właśc. Bruce Baker, rocznik 1950) – multiinstrumentalista, kompozytor, tancerz, aktor i reżyser, wychował się w Chicago, ale już studiował w Antioch College (stan Ohio). Tam też w roku 1970 Ackamoor (saksofon altowy) wraz z innymi studentami – Margo Simmons (flet) i Kimathi Asante (bas) – zaczął tworzyć pierwsze kompozycje. Co ciekawe, grupa The Pyramids powstała nie w USA, lecz w Paryżu w roku 1972. Już po roku działalności muzycy opublikowali swój debiutancki longplay „Lalibela”. W kolejnych latach ukazały się „King Of Kings” (1974) i „Birth/Speed/Merging” (1976). Później historią zespołu The Pyramids zawładnęła gigantyczna wyrwa czasowa, trwająca aż do 2011 roku, kiedy to pojawiło się kolejne ich wydawnictwo „Otherworldly” wydane przez niemiecką wytwórnię Disko B.

Można także powiedzieć, że Ackamoor to człowiek instytucja, gdyż zarządza wieloma podmiotami związanymi z szeroko pojętą kulturą. Za swoją ciężką pracę, często wykonywaną na całym świecie, otrzymał sporo różnych nagród. Obecnie artysta wydaje dosyć regularnie nowe nagrania. Niespełna kilka miesięcy temu ujrzał światło dzienne krążek „We Be All Africans”. Materiał został zarejestrowany w trakcie berlińskich sesji w analogowym Philophon Studio. Głównym przesłaniem tego albumu jest to, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. – „Jesteśmy jedną rodziną, ludzką rodziną oraz musimy sobie nawzajem pomagać, żeby przetrwać na tej planecie” – tłumaczy Ackamoor. Obcując z „We Be All Africans” odniosłem wrażenie, jakbym odkrywał nieznany dotąd rozdział z historii muzyki afroamerykańskiej, będący fuzją spiritual jazzu, afrobeatu czy funku. Ale te kompozycje powstały zaledwie kilka lat temu.

„We Be All Africans” to przede wszystkim kapitalne partie saksofonu altowego Ackamoora (mam nadzieję, że Kamasi Washington przesłucha ten album) połączone z nietuzinkowymi wokalami (w „Silent Days” śpiewa Bajka) i niezwykłą sekcją rytmiczną. W utworze „Epiphany” znalazły się nawet delikatne smugi w postaci elektronicznego tła. W środku płyty znajdziecie prawdziwą muzyczną perłę A.D. 2016, czyli nagranie „Rhapsody In Berlin”. „Clarion Call” również zaliczyłbym do tych kompozycji, które są poza czasem, przestrzenią i tym co modne, hajpowane itd. Perkusyjny fragment „Traponga” z kolei przenosi nas bliżej Karaibów. A na koniec piękny, liryczny, transowy i nostalgiczny „Whispering Tenderness”. Powiem tylko tyle: „We Be All Africans” trzeba znać i mieć!

Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

Sunburs

Sunburst – Ave Africa: The Complete Recordings 19731976” (24.06.2016 | Strut)

Wytwórnia Strut teleportuje nas do lat 70., a dokładnie do Tanzanii. „Ave Africa: The Complete Recordings 1973-1976” to pierwsza retrospektywa grupy Sunburst. Wydali tylko jeden longplay „Ave Africa” (1976), który teraz został wznowiony przez brytyjski label. Na drugim krążku tego wydawnictwa znalazły się utwory z radiowych sesji z roku 1973, a także niepublikowane wcześniej nagrania. Oczywiście muzycy byli mocno zaangażowani w sprawy społeczne swego kraju, odnosząc się do nikczemnej polityki rządu tanzańskiego i kolonialnego ucisku. Spory rozgłos przyniosły im właśnie wspomniane sesje radiowe. Później zaczęli nagrywać w Kenii kolejne single. W tamtym czasie w Tanzanii swoje triumfy święciły rumba, jazz, soul czy taarab.

Jednak członków Sunburst bardziej ciągnęło w stronę rocka/swoistej psychodelii niż soulu, choć nie odcinali się od wpływów soulowych (np. w „How Can I Get To You”), jazzowych, funkowych i afrobeatowych. Rozbudowane partie wokalne kompozycji Tanzańczyków, napędza lider tej formacji, czyli James Mpungo. Śpiewa zarówno w ojczystym języku, jak i angielskim (na „Ave Africa” mamy trzy utwory z tekstami napisanymi w języku angielskim). Ciekawy jest też dobór instrumentów, bo słyszymy gitary, bas, perkusję, puzon, elektryczne piano i organy, ale też skrzypce, altówkę czy kalimbę. Drugą płytę z kolei otwiera fantastyczny fragment „Simba Anguruma” mający w sobie afrykańską dzikość, zadziorność i specyficzną chropowatość w brzmieniu. Takich utworów jak ten jest więcej na „Ave Africa: The Complete Recordings 1973-1976”, więc nie czekajcie tylko zamawiajcie i delektujcie się tanzańską muzyką Sunburst.

Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

Anthony Joseph

Anthony Joseph – „Caribbean Roots” (24.06.2016 | Strut / Heavenly Sweetness)

Anthony Joseph (muzyk, wokalista, poeta, wykładowca) pochodzi z Trynidadu, choć nazywa się go w Wielkiej Brytanii liderem czarnej awangardy. Od 1989 roku Joseph mieszka na Wyspach. Pierwszy album wydał w 2007 roku pod szyldem Anthony Joseph & The Spasm Band – „Leggo de Lion”. Z kolei dziesięć lat temu ukazała się jego z najważniejszych powieści, pt. „The African Origins Of UFOs”. W ubiegłym roku mogliśmy spotkać tego artystę na płycie „Migratory Poets” (For Tune) autorstwa Adama Pierończyka.

Na albumie „Caribbean Roots” Joseph nawiązuje do swoich karaibskich korzeni. W pierwszej kolejności należy wymienić calypso, a następnie jazz (czasem free, fusion, big-bandowy), funk, salsę, rock, czy elementy reggae. Imponujący mamy też skład muzyków na „Caribbean Roots”, m.in. Shabaka Hutchings (Melt Yourself Down, The Comet Is Coming), Jason Yarde (Jazz Jamaica All Stars), Yvon Guillard (Magma), Mike Clinton (Salif Keita) i Pierre Chabrèle (Creole Jazz Orchestra). W dużej mierze teksty Josepha, głównie recytowane, przenoszą jego twórczość w nieco inną przestrzeń, a także sprawiają, że nie da się tej muzyki upchnąć do jednego wora z napisem „jazz” czy „calypso”. Żeby się o tym przekonać wystarczy posłuchać dwóch znakomity nagrań „The Kora” czy „Drum Song”.

Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Strona Strut Records »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze