Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.



Romans – Romans

Przyszli, zobaczyli, zwyciężyli.

Działający od połowy minionej dekady w Nowym Jorku klub The Bunker zyskał szybko sławę jednego z najciekawszych miejsc promujących nową elektronikę w Ameryce. Zadecydował o tym przede wszystkim jego program, skupiający niczym w soczewce najważniejsze zjawiska współczesnego techno i jego pochodnych. Nic więc dziwnego, że dwa lata temu szefostwo klubu uruchomiło swoją własną wytwórnię płytową.

Początkowo jej działalność skoncentrowana była na winylowych dwunastocalówkach. Wszystkie miały tę samą szatę graficzną i zawierały świetną muzykę, bez względu na to, czy firmowali ją weterani w rodzaju Dereka Plaslaiko i Atoma Hearta czy ich młodsi następcy, jak Marco Shuttle lub Løt.te. Z czasem The Bunker New York zdecydował się również na publikację albumów – i nowy zestaw nagrań projektu Reagenz pod tytułem „The Periodic Table” potwierdził, iż była to ze wszech miar słuszna decyzja.

Drugi album w katalogu amerykańskiej tłoczni firmuje duet Romans. Kryją się za nim dwaj producenci młodego pokolenia: Gunnar Haslam z Nowego Jorku i Tin Man z Wiednia. Ich przypadkowe spotkanie dwa lata temu pokazało, że obaj dzielą ze sobą podobną wrażliwość, sposób pracy w studiu, a także rzadkie na scenie klubowej upodobanie do formatu albumu. Nic więc dziwnego, że po zrealizowaniu dwóch singli – „Romans” i „Ambulare Aude” – prezentują nam teraz swój pełnowymiarowy debiut zatytułowany oczywiście po łacinie – „Valare Aude”.

Świetnie wypada w ich wykonaniu majestatyczne deep techno o zwalistym brzmieniu, w którym jest miejsce zarówno acidowe wariacje, jak i ambientową elektronikę („Cirta” i „Sitifis”). Kiedy potrzeba, potrafią jednak dorzucić węgla do pieca – i zaserwować mocniej brzmiące killery o galopującym pulsie i rozwibrowanych arpeggiach („Zarai” i „Markouna”). Nie obce są im również lżejsze rytmy wywiedzione z minimalowej wersji house’u, czego efektem kompozycje łączące kruche bity z oniryczną elektroniką i nocnym nastrojem („Legia” i „Aquila”). Nie brak tu też eksperymentalnych nagrań – bliskich nowoczesnej wersji kosmische musik („Locria” i „Cyrene”).

Obaj producenci celują w tworzeniu przestrzennej i panoramicznej muzyki, której głównym wyznacznikiem są syntezatorowe improwizacje. Trochę ich materiał przypomina dokonania wspomnianego wcześniej projektu Reagenz lub spokrewnionego z nim tria Magic Mountain High – ale ma znacznie bardziej klubowy charakter i mocniej jest napiętnowany typowym również dla solowych nagrań Tin Mana i Gunnara Haslama wykorzystaniem Rolanda TB303. Tak czy siak – „Valare Aude” to świetna płyta, która w perfekcyjny sposób łączy surową energię techno i house’u z nastrojowością ambientu w nowoczesnej formule.

The Bunker New York 2016

www.thebunkerny.com

www.facebook.com/TheBunkerNY

www.facebook.com/Gunnar-Haslam-613213595372426

www.facebook.com/tinmanofficial

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. jędrek

    zgadzam się romans wypełnia przestrzeń pomiędzy reagenz [ spokój ] a mmh taki freestyle – tu bardziej jak dla mnie w stronę plastikmana czasami [ tego starszego i zajebistego ] – dobra płyta i mało kasy w portkach !!! 🙂