Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



Niko Marks – Day Of Knowing

Konserwatyzm w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Coraz częściej pisząc o twórcach techno czy house’u używamy terminu „weteran”. Czas płynie bowiem nieubłaganie. Nie zawsze do końca jest to jednak zgodne z prawdą – ale w tym przypadku mamy do czynienia z kimś takim w stu procentach. Oto bowiem Niko Marks zaczął swą działalność muzyczną trzydzieści lat temu – kiedy z Mike’m Banksem, Scottem Weatherspoonem i Raphaelem Merriweathersem założył w Detroit formację Members Of The House. Jej debiutancki album “Keep Belivin’” uznaje się dziś za jedną z pierwszych płyt reprezentujących nowoczesną muzykę klubową o elektronicznym brzmieniu.

Marks nie próżnował również potem. Szczególnie dobre porozumienie znalazł z kolejnym twórcą z Motor City – Eddie Flashin’ Fowlkesem, z którym powołał do życia dwa duety – Unit2 i Detroit Soul Project – oraz wydał swój najbardziej znany album – firmowany szyldem City Boy Players – w 1999 roku dla belijskiej wytwórni SSR. Tak naprawdę czarnoskóry weteran stworzył jednak najwięcej autorskiego materiału – bo ma na swym koncie aż 44 albumy, w większości wydane w formacie cyfrowym lub na krążkach CD-R nakładem własnej wytwórni U2X Productions.

Mimo tak ogromnej aktywości, Niko Marks właściwie pozostał do dziś w Europie kompletnie nieznany. Być może zmieni to wreszcie po tych trzech dekadach jego pierwszy album wydany dla renomowanej wytwórni Planet E. Szansę, którą dał starszemu koledze Carl Craig, ten wykorzystał jak mógł najlepiej. Zrealizował bowiem materiał, który w pełni oddaje jego szerokie zainteresowania muzyczne, za każdym razem jednak głęboko osadzone w “czarnej” tradycji muzycznej – i to nie tylko tej elektronicznej, ale również jazzowej, soulowej, funkowej czy nawet gospelowej.

Najwięcej na “Day Of Knowing” różnych odmian house’u. Marks potrafi stworzyć klubowego killera, stawiając na najtwardszą odmianę gatunku, która łączy ciężkie bity i warczące basy z funkową gitarą i perlistym piano (“Crank Shaft” i “Thrill Of The Chase”). Perfekcyjnie brzmi w jego wykonaniu również zmysłowy garage house z wokalnymi loopami i strzelistymi klawiszami w rolach głównych (“Soul Meter”). Prawdziwą pasję czuć jednak najmocniej w nagraniach odwołujących się do najgłębszej odmiany stylu – wypełnionych plemiennymi bitami, soczystymi dęciakami i łagodnym Rhodesem (“Day Of Knowing” w miksie Santiago Salazara czy “Saint Antonio”).

Kompozycje Marksa mają raczej bogate aranżacje, tworzące wysmakowany i stylowy klimat. Czasem jednak producent decyduje się na oszczędne podejście do brzmienia – i wtedy dostajemy choćby minimalowy dub-house łączący buczący pochód basu z soulowymi śpiewami (“This One – Keep Coming Mix”). Czasem artysta puszcza też oko do techno – ale tego o zwiewnym tonie, wpisanego w przestrznne pasaże syntezatorów (“Many Other Places”). Marks mógłby z powodzeniem tworzyć również jazz – a dowodem tego oryginalna wersja tytułowego “Day Of Knowing”, rozpisana na perkusyjne breaki, połamany bas, nastrojowe piano i ciepłą elektronikę rodem z fusion z lat 70.

Efekty są doprawdy zachwycające – szczególnie, jeśli ceni się klasyczne brzmienia rodem z Detroit. Tu nie ma silenia się na eksperymenty, ani flirtowania z modnymi estetykami. Jeśli techno i house mogą być konserwatywne w dobrym tego słowa znaczeniu – to właśnie na tej płycie. Podobnie brzmiąca muzyka mogłaby powstać zarówno w 2007, w 1997, jak i w 1987 roku. Powstała jednak w 2017 roku – ale nadal uwodzi tym samym, klasycznym pięknem, zakorzenieniem w “czarnej” tradycji i pozytywną energią. Dobrze, że tacy weterani, jak Niko Marks nadal tworzą – bo dzięki nim kolejne pokolenia mogą doświadczyć tego niezwykłego tchnienia Motor City.

Planet E 2017

www.planet-e.net

www.facebook.com/planetedetroit

www.nikomarks.com

www.facebook.com/Niko-Marks-121269284555779/

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.