Wpisz i kliknij enter

Nick Höppner – Work

Coś dla dorosłych raverów po czterdziestce.

Od kiedy Nick Höppner zrezygnował w 2012 roku z pełnienia funkcji menedżera wytwórni Ostgut Ton, znacznie wzrosła jego producencka aktywność. Nie dość, że zrealizował kilka EP-ek zarówno dla swej macierzystej tłoczni, jak i zaprzyjaźnionego Kompkatu i Echocord, to dwa lata temu zaprezentował światu swój debiutancki album. „Folk” był bardzo udanym dziełem – pokazującym, że jego autor ma lekką rękę do tworzenia tanecznego i melodyjnego house’u. Wątek ten kontynuowały dwie kolejne EP-ki, które w minionych miesiącach poprzedziły drugą pełną płytę niemieckiego twórcy.

O ile na „Folk” melodia pełniła podrzędną rolę wobec rytmu, tak „Work” balansuje te oba elementy na niemal tym samym poziomie. Przekonuje o tym już otwierający album utwór „All By Themselves (My Belle)” – bujające downtempo wypełnione perlistymi klawiszami i eterycznymi wokalami, tworzącymi pastoralny klimat. „Clean Living” i „In My Mind” to już house z konkretnym przytupem, ale i tutaj z syntezatorowych partii wyłaniają się ładne melodie, raz rodem z klasycznego disco, a kiedy indziej – z detroitowego techno. W tym kontekście nie dziwi „Hole Hand” – dynamiczny breakbeat, ozdobiony z gracją jazzowym wibrafonem i funkowym Rhodesem.

Druga część zestawu zaczyna się od nagrania „The Dark Segment”. Zgodnie z tytułem to chmurny dub house rezonujący spogłosowanymi perkusjonaliami. W „Forced Resonance” i „Fly Your Colours” dochodzi do głosu nowojorski tribal house w stylu Danny’ego Tengalii. Ale i tu gorące rytmy stanowią tylko kontrapunkt dla dźwięcznych tonów piano czy zmysłowych chórków, nadających obu kompozycjom lekko latynoską melodykę. Echa muzyki tanecznej z lat 80., bliskiej nowofalowemu disco, rozebrzmieją natomiast w „From Up & Down”. Wszystko to idealnie puentuje „Three Is A Charm”, przywołując echa kraftwerkoweggo electro, ozdobionego tym razem akustycznymi dźwiękami gitary i cajónu.

No cóż: upływ czasu robi swoje. Gdy kilkudniowe imprezowanie zaczyna męczyć, to znak, że trzeba zmienić swoje życie. „Clean Living” – głosi przecież tytuł jednego z premierowych nagrań Nicka Höppnera. I choć nadal nie brak w nich klubowego ducha, słychać też zupełnie inne emocje: uspokojenie, wyciszenie, potrzebę oddechu i chęć zdystansowania się do gonitwy na elektronicznej scenie. Te nowe uczucia oddają w muzyce niemieckiego producenta właśnie bardziej melodyjne dźwięki. I dobrze: kolejne pokolenie dawnych raverów dorośleje. Nowa płyta dawnego szefa Ostgut Ton powinna mu więc bardzo przypaść do gustu.

Ostgut Ton 2017

www.ostguttone.de

www.facebook.com/Ostgut.Ton.OFFICIAL

www.facebook.com/nickhoeppnermusic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy