Wpisz i kliknij enter

Lee Gamble – Mnestic Pressure

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Usłyszeliśmy o Lee Gamble, kiedy stało się głośno o berlińskiej wytwórni PAN. To właśnie jego płyty – „Dutch Tvashar Plumes” i „Diversions 1994–1996” sprzed pięciu lat – pomogły szerzej zaistnieć tłoczni Billa Kouligasa na elektronicznej scenie. Stało się tak, ponieważ zarówno dla PAN, jak i dla Anglika oba wydawnictwa były punktem zwrotnym w ich działalności. Wszak i brytyjski producent, i niemiecka firma działali już wcześniej, ale tym razem zrezygnowali z abstrakcyjnej i nieprzystępnej awangardy na rzecz pomysłowej dekonstrukcji muzyki klubowej.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. PAN została okrzyknięta najbardziej progresywną wytwórnią w elektronicznym undergroundzie, a Gamble stał się gwiazdą artystycznych festiwali w rodzaju Unsoundu czy CTM. Dwie pierwsze płyty Brytyjczyku pokazały, że potrafi on rozbijać na atomy i potem sklejać w nowe konfiguracje klasyczne gatunki muzyki tanecznej. Na pytanie czy potrafi stworzyć coś własnego, odpowiedział dopiero kolejny krążek artysty dla PAN – „Koch”. Zawarta na nim eksperymentalna wizja techno była naprawdę efektowna – i otwierała mu drogę do dalszych sukcesów.

W tym kontekście wydany po trzech latach przerwy kolejny album Gamble zaskakuje. Ukazuje się on bowiem już nie w barwach wytwórni Kouligasa, ale dla niedwuznacznie flirtującego z komercyjnym rynkiem Hyperdubu, mającemu na swym koncie sprzedażowe sukcesy Buriala, Jessy Lanzy, Cooly G czy prowadzącego tłocznię Kode9a. Słychać to od razu na „Mnestic Pressure”, bo spora część nagrań z zestawu odwołuje się do tanecznej bass music, śmiało wykorzystując zdobyczne glitchu w penetrowaniu hip-hopu czy R&B („Istian” czy „23 Bay Flips”). W efekcie otrzymujemy bardziej abstrakcyjną wersję muzyki z Hyperdub – ale jednak z konkretnie tanecznym przytupem.

Drugie oblicze albumu tworzą natomiast utwory odwołujące się do klasycznego IDM-u w swym najbardziej bujnym rozkwicie. Mowa tu przede wszystkim o albumie „Richard D. James” Aphex Twina, który był dla Gamble’a niewątpliwie największą inspiracją przy tworzeniu lwiej części „Mnestic Pressure”. Mamy tu bowiem gąszcz sprężystych i poplątanych breaków, które uzupełniają pneumatyczne akordy kanalizacyjnych klawiszy i tworzące oniryczny nastrój rozlane tła („Swerva” czy „Quadripoints”). Brzmi to jak na tego producenta nad wyraz przystępnie i chcąc nie chcąc stawia go w pozycji naśladowcy klasyka gatunku.

Trudno powiedzieć dlaczego Gamble wybrał taką drogę. W międzyczasie od wydania „Kocha” założył własną wytwórnię – UIQ. Jej nakładem ukazało się kilkanaście ciekawych wydawnictw odświeżających estetykę techno, wśród których wyjątkowe miejsce zajęła EP-ka debiutanta kryjącego się pod pseudonimem Lanark Artefax. Entuzjastyczne przyjęcie „Glasz”, zawierającej nową wizję glitchowego IDM-u, musiało mocno podziałać na wyobraźnię Gamble. Stąd być może i zwrot w jego własnej twórczości w stronę podobnych brzmień. Efektem tego „Mnestic Pressure”, która najbardziej spodoba się wszystkim fanom Aphex Twina.

Hyperdub 2017

www.hyperdub.net

www.facebook.com/Hyperdub.Records

www.facebook.com/leegamblemusic







Jest nas 13 000 na Facebooku:


5 Komentarzy

  1. Hej, sorry, ale twierdzenie, że jakiś konkretny album był inspiracją dla danego artysty, jest poważnym nadużyciem kompetencji recenzenta. Piszesz”niewątpliwie” – podaj źródło. Z kolei o tym, dlaczego Gamble wybrał taką drogę, można poczytać w licznych wywiadach na temat albumu, które się od paru miesięcy ukazują… Tematu komentarza o Lanarku chyba nawet nie warto poruszać. Dziwacznie plotkarska i spekulacyjna recenzja.

    1. Każda recenzja ma subiektywny charakter. Piszący ją wyrażą to, co ON słyszy na danej płycie. Ja na tym albumie usłyszałem wpływ Aphex Twina – dlatego jest słowo „niewątpliwie”. Poza tym artyści lubią w wywiadach opowiadać różne rzeczy – ale niekoniecznie oznacza to, że są one prawdą. Dlatego zadaniem recenzenta jest zajrzeć dalej i wyciągnąć na wierzch inspiracje być może nawet nieuświadamiane sobie przez artystę lub skrzętnie przezeń przemilczane. Co oczywiście nie oznacza, że tylko recenzent zna prawdę. Jego tekst to tylko jego opinia.

      1. no właśnie – recenzja to opinia, a te należy wyrażać jak opinie, a nie fakty objawione. no ale skoro recenzent wie lepiej od artysty…

      2. Moze czasem recenzent wie lepiej niż artysta? Bo jakby chciec kierowac sie tym, co artysta opowiada o swojej plycie, to trzeba by pisac o kazdej, ze jest genialna.

Polecamy