LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



The Stubs – Let`s Die

Umrzyjmy wreszcie!

Pisanie o śmierci w dniu 1 listopada niekoniecznie jest czymś niestosownym. Korzystając z przychylności kalendarza opiszę płytę, która wyszła co prawda we wrześniu, ale tematyka bardziej pasuje do listopada. The Stubs postanowili wypuścić swoją czwartą płytę, która ma być gwoździem do trumny działalności zespołu. Konkretniej mówiąc jest to z góry zaplanowana śmierć, bo po tej płycie i trasie koncertowej The Stubs mają przestać działać. Koniec z nagrywaniem, koniec z koncertowaniem (ostatni ma się odbyć 5 listopada w warszawskim Pogłosie), tylko wieczny odpoczynek. Nie ma się co dziwić, bo fizyczny aspekt muzyki tria był niemniej ważny niż akordy, którymi się posługiwali.

The Stubs swoją muzykę nazywali niskobudżetowym rock`n`rollem. Nie mogłem się oprzeć tak uroczemu określeniu, więc sobie je tu przytoczyłem. Czy na płycie „Let`s Die” doznamy jakichkolwiek zaskoczeń? Nie. Jest to co być powinno. Surowe, brudne, proste garażowe łomotanie. No, ale to granie potrafi rozświetlić dzień, nadać ustom kształt uśmiechu. Przyjemność z albumu jest spora. Nie ma to jak posłuchać wokalisty zdzierającego sobie gardło w finałowym utworze. Zespół nie stroni (nigdy nie stronił) od tanecznej strony punk rocka („Red Bean”, „Take of your shoes”). Na ostatniej płycie nie ma nastroju pogrzebu. Wręcz przeciwnie, zespół bawi się muzyką, ochoczo wyśpiewuje refreny czym zaprasza do zabawy słuchaczy. Stypa na wesoło.

O tyle to przewrotne, że teksty do najweselszych nie należą. Odpalmy, że tak się wyrażę, „Gasoline”. Nie chcąc psuć zabawy napiszę, że nie jest to proekologiczny song, w którym będziemy zachęcani do przesiadki z samochodów na rowery. „Gone” też milutki nie jest, jeśli chodzi o tekst. Od strony muzycznej to jeden z najlepszych numerów na płycie. Tytuł płyty i okoliczności jej powstania zobowiązują. Spotkałem się z opinią, że w dzisiejszym świecie ironia stała się słabo wyczuwalna. Żartując lub wyzłośliwiać się należy to podkreślić (w tekście na przykład używać emotikon). Idąc tym tropem zastosuję metodę łopatologiczną tłumacząc, że „Let`s Die” to tylko taka konwencja. Zespół lubi sobie pokrzyczeć, niekoniecznie przejmując się odbiorem ich twórczości. Jest w tym duża dawka powabu i charyzmy. Nawet działa oczyszczająco. Tyle i aż tyle.

Instant Classic | 2017

FB

Bandcamp

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.