Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



The Stubs – Let`s Die

Umrzyjmy wreszcie!

Pisanie o śmierci w dniu 1 listopada niekoniecznie jest czymś niestosownym. Korzystając z przychylności kalendarza opiszę płytę, która wyszła co prawda we wrześniu, ale tematyka bardziej pasuje do listopada. The Stubs postanowili wypuścić swoją czwartą płytę, która ma być gwoździem do trumny działalności zespołu. Konkretniej mówiąc jest to z góry zaplanowana śmierć, bo po tej płycie i trasie koncertowej The Stubs mają przestać działać. Koniec z nagrywaniem, koniec z koncertowaniem (ostatni ma się odbyć 5 listopada w warszawskim Pogłosie), tylko wieczny odpoczynek. Nie ma się co dziwić, bo fizyczny aspekt muzyki tria był niemniej ważny niż akordy, którymi się posługiwali.

The Stubs swoją muzykę nazywali niskobudżetowym rock`n`rollem. Nie mogłem się oprzeć tak uroczemu określeniu, więc sobie je tu przytoczyłem. Czy na płycie „Let`s Die” doznamy jakichkolwiek zaskoczeń? Nie. Jest to co być powinno. Surowe, brudne, proste garażowe łomotanie. No, ale to granie potrafi rozświetlić dzień, nadać ustom kształt uśmiechu. Przyjemność z albumu jest spora. Nie ma to jak posłuchać wokalisty zdzierającego sobie gardło w finałowym utworze. Zespół nie stroni (nigdy nie stronił) od tanecznej strony punk rocka („Red Bean”, „Take of your shoes”). Na ostatniej płycie nie ma nastroju pogrzebu. Wręcz przeciwnie, zespół bawi się muzyką, ochoczo wyśpiewuje refreny czym zaprasza do zabawy słuchaczy. Stypa na wesoło.

O tyle to przewrotne, że teksty do najweselszych nie należą. Odpalmy, że tak się wyrażę, „Gasoline”. Nie chcąc psuć zabawy napiszę, że nie jest to proekologiczny song, w którym będziemy zachęcani do przesiadki z samochodów na rowery. „Gone” też milutki nie jest, jeśli chodzi o tekst. Od strony muzycznej to jeden z najlepszych numerów na płycie. Tytuł płyty i okoliczności jej powstania zobowiązują. Spotkałem się z opinią, że w dzisiejszym świecie ironia stała się słabo wyczuwalna. Żartując lub wyzłośliwiać się należy to podkreślić (w tekście na przykład używać emotikon). Idąc tym tropem zastosuję metodę łopatologiczną tłumacząc, że „Let`s Die” to tylko taka konwencja. Zespół lubi sobie pokrzyczeć, niekoniecznie przejmując się odbiorem ich twórczości. Jest w tym duża dawka powabu i charyzmy. Nawet działa oczyszczająco. Tyle i aż tyle.

Instant Classic | 2017

FB

Bandcamp

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.