Wpisz i kliknij enter

Fallbeil – Macht Macht Zement

Genialni dyletanci powrócili!

Jak to z nimi było, tego dokładnie nie wiadomo. Ponoć zaczęło się najzwyczajniej w świecie: dwóch młodych chłopaków z Hamburga spotkało się w lokalnym centrum młodzieży i z nudów złapało za mikrofony, próbując rapować. Choć nikt ich nie chciał słuchać, nie poddali się. Z tym, że fascynacja hip-hopem ustąpił u nich z czasem fascynacji nową i starą elektroniką o post-punkowym rodowodzie.

Przybrawszy pseudonimy Kluentah i Woslo zaczęli pracować nad własną muzyką, czego efektem okazała się seria winylowych dwunastocalówek, którymi zasypali w zeszłym roku klubowy underground, nagrywając dla takich tłoczni, jak Contort Yourself, New York Haunted czy Mannequin. Podsumowaniem ośmiu lat (!) działalności koleżków z Hamburga jest ich debiutancki album dla pododdziału berlińskiej KilleKill – Boidae.

Dziesięć utworów z „Macht Macht Zement” zostało nagranych w stylu lo-fi, niczym muzyka z niskonakładowych kaset, wydawanych przeze niemieckie zespoły z początku lat 80., reprezentujące NDW. Echa ich dokonań słychać też w aranżach poszczególnych kompozycji – szczególnie tych, odwołujących się do twórczości duetu D.A.F. („Nachzitsen” czy „Zu Spat”). Stąd tylko jeden krok w stronę EBM – i zostaje on uczyniony z pełną premedytacją, choć w przypadku Fallbeil otrzymujemy wyjątkowo surową i brudną wersję stylu („Im Gesprach” czy „Postman”).

Nie brak tu również wokaliz – ale radykalnie przetworzonych i zdeformowanych na industrialną modłę, dzięki czemu czasem zamieniają one muzykę duetu w coś w rodzaju power electronics jak u wczesnego Whitehouse („Warzenschwein”). Niemieckie grupy z nurtu NDW śmiało eksperymentowały z rapem – i podobnie dzieje się tutaj („Disco 3”). Połamane rytmy wiodą nas wprost do undergroundowego electro i house’u, które w wykonaniu Fallbeil przypomina wczesne utwory Unit Moebious z początku lat 90. („Horn of Glory” z partią kornetu w stylu Throbbing Gristle i acidowy „Faust Auf Faust”).

„Macht Macht Zement” obezwładnia bezwstydną energią. Tu nie ma miejsca na żadne kompleksy: wszelkie braki muzyczne i techniczne są jak najbardziej na miejscu, a wynagradza je młodzieńcza buńczuczność i zadowolenie z siebie. Muzyka z albumu jest głośna, brzydka i agresywna, podobnie jak muzyka tworzona przez ojców obu chłopaków z Hamburga ponad 35 lat temu. Mimo osadzenia w tej jakże czytelnej tradycji, utwory z krążka brzmią jak najbardziej nowocześnie. Historia ponownie zatoczyła koło. Genialni dyletanci powrócili.

Boidae/KilleKill 2017

www.killekill.com

www.facebook.com/KillekillBerlin

www.facebook.com/boidae.killekill







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy