BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Cid Rim – Material

Per(c)fect!

Pogranicza nowoczesnego jazzu i eksperymentalnej muzyki elektronicznej w Wiedniu brzmią naprawdę dobrze. Wszystko dzięki osobie Clemensa Bachera, który zaprawdę powiadam wam, jest wirtuozem bębnów i talerzy. Album długogrający wydany dzięki szkockiej LuckyMe, ujrzał światło dzienne 10 listopada (cd) a od 20 grudnia będziemy mogli cieszyć się woskiem. Sprawdźmy tę perkę!

Intro w postaci „Clay” wprowadza mnie w świat muzyki Austriaka, gdzie ciężkie akordy pianina mieszają się z acidowymi akcentami rodem z pracowni alchemika. Jeden szelest, drugi szelest, wznoszący się syntezator i jest! „Surge”. Maksymalnie skondensowane syntezatorki drżą niczym zamarznięte nici. Linia basowa tętni jak po łyku esspresso, by chwile później wprowadzić połamaną, arytmiczną, acz genialną perkusję Cida. Ozdobniki unoszą się nad tym szamanem dźwięku, a eksplodujące talerze obrazują kłębiące się w jego głowie pomysły na kolejne dźwięki.

„Zünder” leci na funku niczy Bootsy Collins. Linia basu wyściela cały rejestr utworu, co w połączeniu z zacinającymi i szeleszczącymi hi hatami Bachera brzmi jak pękający lód w szklance dobrej whisky. Spiętrzone akordy syntów łączą się z fuzyjnymi dźwiękami instrumentów natywnych i zglitchowaną harmonijką, a ja zamawiam drugiego drinka.

„Repeat” to kandydat na festiwalowy hit. Podobnie jak przy „Surge” mamy do czynienia ze wzbierającą burzą oraz efektem crescendo. Głos Samanthy Urbani uprzyjemnia laserowo wystrzeliwane werble oraz potężne pasma kosmicznych syntezatorów. Na niektóre dźwięki nałożono filtr delay oraz echo, co ostatecznie wprowadziło element hipnotycznego transu. Ambientowa etiuda „Genesung” jest błogim dotykiem niebiańskich padów, które koją naszą duszę.

„Serra Serra” inwokuje niemal barokowym wstępem, by ostatecznie przemienić się w hybrydę dawnego brzmienia z utrzymanym w groove klimatem. W „Mouches Volantes” Cid poddaje dźwięki dalszej dekonstrukcji. Tym razem szalone i zaczepne akordy Hammonda, łączą się w tańcu z nonszalanckim szarpnięciem gitarowych strun.

Równoległe pasma przestrzennych syntezatorów towarzyszą nałożonym na siebie męskim wokalizom, które wyśpiewują „The moon is shinning in Your Eyes” kończąc naprawdę świetną produkcję utworem „One Last Night”

LuckyMe | 10.11.2017 (CD) | 20.12.2017 (Vinyl)

Cid Rim FB

LuckyMe FB

 

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Marcin

    Zgadzam się..rzecz wybitna..