Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.

Korzeniecka, Rucki – 2 x perkusja
Jarek Szczęsny:

Nieoczekiwany splot pałeczek i bębnów.



Anenon – Tongue

Za gładko też nie może być.

Brian Allen Simon to saksofonista, który interesuje się nie tylko własnym instrumentem. Jego podejście do muzyki polega na łączeniu różnych nurtów muzycznych. Oczywiście elektronika, oczywiście jazz, ale czasami nieoczywiste rzeczy mu z tego wychodzą. Na wydanej w 2016 roku płycie „Petrol” opisał miasto za pomocą muzyki. Tłok, hałas, autostrady – tak widział swoje Los Angeles czemu dał wyraz w postaci dźwięków. Widać wyraźnie, że do tworzenia potrzeba mu jakiejś koncepcji. W przypadku „Tongue” chodzi o przywołanie istoty piękna. Duchowe poszukiwania, którym się tu oddaje, zamknął w dziewięciu utworach.

Właściwie istota tego albumu zawiera się w pierwszym „Open”. Poukładane, przejrzyste elementy zaczerpnięte z różnych stylów łączą się w eterycznym klimacie. Konsystencja nie zmieni się już do końca. Różnice między utworami polegają na wyrazistości akcentów oraz dominacji jednego stylu muzycznego nad innymi. Muzyka klasyczna prym wiedzie w utworze „Mansana”. W tle słychać zawodzenie wiatru, a z przodu rozwija się linia dramatyczna. Jest to dramat z gatunku grubymi liniami akcentowany. To przyciężkie i dosłowne traktowanie tematów jest na dłuższą metę ciężkostrawne. Łatwość z jaką można przewidzieć rozwój utworu, nie sprzyja odczuwaniu przyjemności.

„Verso” to jeden z najmilszych fragmentów płyty. Zapętlone i nałożone na siebie partie fortepianu z wyważonym tłem dają miłą odmianę. W końcu słychać, że Anenon odjął sobie nieco powagi i dał się ponieść, choć w kontrolowany sposób. Jest plastyczny i dobrze się go słucha. Prosto znaczy lepiej, w tym przypadku. „Campana” natomiast idzie w stronę eksperymentu, ale z zachowaniem zasad bhp. Już widzę te zachwyty nad subtelną jazzową nutą i orientalnymi ornamentami oraz ich spleceniu we współgraniu – wszystko, aby nie przyznać, że ta zachowawczość najzwyczajniej nudzi. Gładkie to wszystko, pozbawione kantów, a przez to nieciekawe.

Mam wrażenie jakby każdy element tej układanki koniecznie musiał coś wyrażać. Coś wzniosłego, a do tego ten sposób prezentacji musiał zostać podkreślony podwójnie z pogrubieniem. Jednocześnie użyte środki miały być niezaostrzone jak jazzowe frazy w „Two For C”. Ich zawiłość nie sprawia, że chce się do nich wracać. To jest za bardzo ułożone, przylizane i błyszczące. Odbieram to jako wysilone i zbyt dopieszczone. Sytuację ratują nieco dwa ostatnie kawałki, gdzie pojawia się więcej ambientu i oniryzmu. Elektroakustyczne wycieczki sprawdzają się po raz kolejny. Nie dostrzegam w tym potrzebnej werwy, ani niczego co by mogło zapłodnić wyobraźnię, ani stymulować ją. Anenon buduje swoją muzyką poczucie, że wszystko jest piękne, głębokie, a ludzie powinni chodzić bez butów i skarpetek, co w rezultacie naprawi świat.

Friends Of Friends | 2018

Bandcamp

FB

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.