The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Jazz Band Młynarski-Masecki | klub Fama | Białystok 03.03.2018 |

To była noc w niewielkim mieście.

W klubie wypełnionym po brzegi słuchaczami – i to w różnym przedziale wiekowym – niemal od razu zapanowała ciepła atmosfera. Było widać, że ludzie z niecierpliwością oczekiwali wyjścia muzyków. Ten wyjątkowy wieczór rozpoczął się zgodnie z planem. Tuż po godzinie dwudziestej na scenie białostockiej Famy pojawił się w pełnym składzie Jazz Band dowodzony przez Jana Emila Młynarskiego (śpiew, bandżola) i Marcina Maseckiego (pianino). Ale nie byłoby tego świetnego teamu bez Piotra Wróbla (suzafon), Jerzego Rogiewicza (perkusja) oraz trzech klarnecistów/saksofonistów, czyli Tomasza Dudy, Michała Fetlera i Jarosława Bothura.

W kilku słowach przypomnę, jak doszło do tego całego „zamieszania”. Pod koniec ubiegłego roku ukazał się pierwszy album Jazz Bandu, pt. „Noc w wielkim mieście” (tutaj pisałem o tej płycie), który znalazł się większości podsumować roku 2017. Warszawscy artyści wzięli na warsztat polską muzykę taneczną okresu międzywojennego. W latach 30. XX wieku w Polsce święciły swój triumf big-bandy choćby Henryka Golda, Henryka Warsa czy Jerzego Petersburskiego. Co ciekawe, wczorajszy koncert Jazz Bandu był pierwszym poza Warszawą, zaś poprzedni ich występ odbył się w stolicy mniej więcej rok temu. Młynarski opowiedział o tym wszystkim na samym początku i nie krył swego przejęcia tym faktem. Zaczęli od „How Do You Do Mr. Brown?!” (1932 r.) – i już po pierwszych taktach – było wiadomo, że będą się działy rzeczy niezwykłe. Ci stylowo ubrani dżentelmeni odegrali materiał zgodnie z układem listy utworów z „Nocy w wielkim mieście”.

Dopiero na koncercie uświadomiłem sobie w trakcie świetnego wykonania „Czarnej kawy” (1936 r.) i „Nocy w wielkim mieście” (1935 r.), że przenoszę się do Stanów Zjednoczonych wprost na salony gangsterskich dancingów z filmu Sergio Leone – „Dawno temu w Ameryce” (1984 r.) zilustrowanego piękną muzyką Ennio Morricone. Z kolei w przypadku „Kącika marzeń” (1937 r.) doszukałem się pewnych skojarzeń – szczególnie w pierwszych i delikatnych frazach instrumentów dętych przy akompaniamencie pianina – z twórczością Krzysztofa Komedy (porównajcie to z „Rosemary’s Lullaby” – głównym tematem muzycznym do filmu „Dziecko Rosmary” Romana Polańskiego). Niebywałe. Prawie trzydzieści lat różnicy miedzy tymi kompozycjami. Nie zabrakło też brawurowego wykonania „Nikodema” (1933 r.) – nogi Maseckiego same tańczyły foxtrota (nie tylko tu), a do tego znakomite solówki sekcji dętej i Rogiewicza na perkusji (brzmieli niczym Profesjonalizm). Po długich oklaskach Jazz Band wyszedł na bis, wykonując w pierwszej kolejności utwór, który nie wszedł na płytę, czyli „Gondolo płyń” Adama Astona – liryzm, nostalgia i nonszalancja przełamywana ciemnymi akordami pianina. Wspaniale odegrany! I na sam koniec po raz drugi wybrzmiał przewrotny „Abduł Bey”. To był oszałamiający wieczór. Krótko mówiąc: wehikuł czasu z krwi i kości. Wypatrujcie ich koncertów!

Koncert Jazz Bandu Młynarski-Masecki odbył się w ramach cyklu „Jazz na BOKu” organizowanego przez Białostocki Ośrodek Kultury.

Zdjęcia: Łukasz Komła

 

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.