Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.



E. Ruscha V – Who Are You

Przywołując ducha new age.

Jeśli ktoś słuchał alternatywnego rocka w latach 90., na pewno zwrócił uwagę na dwie amerykańskie formacje – Medicine i Maids Of Gravity. Łączyła je nie tylko skłonność do psychodelii, ale też postać gitarzysty. Eddie Ruscha był synem słynnego amerykańskiego malarza epoki pop artu, który w przeciwieństwie do swego ojca, postanowił wyrażać siebie nie za pomocą farby, ale dźwięków.

Kiedy granie rocka go znudziło, rozsmakował się w elektronice. Początkowo współtworzył niezliczoną ilość projektów z podobnymi mu freakami z Los Angeles, by wreszcie na początku tej dekady powołać do życia własny – Secret Circuit. W ciągu czterech lat działalności zrealizował on kilka albumów, które przyniosły ekscentryczną mieszankę muzyki tanecznej i instrumentalnej, podaną w formule typowego dla lat 80. new age’u.

„Who You Are” to pierwszy album artysty pod własnym imieniem i nazwiskiem. Stąd zapewne bardziej intymny charakter znajdujących się na nim utworów. Najbliżej im do formuły klasycznego stylu Balearic: dubowe pulsacje niosą tu jazzowe dźwięki saksofonu, które łączą się z subtelnymi partiami gitary i kosmicznymi pasażami syntezatorów, tworząc relaksacyjną muzykę, która tchnie tropikalnym żarem, raz za razem przełamywanym nadmorską bryzą.

Eddie Ruscha V użył do stworzenia tego materiału całej baterii oldskulowych syntezatorów ze słynną Yamahą CS-80 na czele. Nic więc dziwnego, że płyta brzmi jakby była nagrana w połowie lat 80. Wtedy tego rodzaju muzyka była traktowana z dużym dystansem. Dziś – została wreszcie doceniona, dzięki czemu wracają do nas choćby płyty Gigi Masina. Ruscha całkiem dobrze poradził sobie z przywołaniem jej ducha, serwując ponad pół godziny muzycznego odpoczynku.

Beats In Space 2018

www.beatsinspace.net

www.facebook.com/beatsinspace

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze