Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.



Brett Naucke – The Mansion

Psychotropowe  gobeliny.

Eksperymentalny muzyk Brett Naucke z Chicago wrócił z nową płytą. Nieustanne szukanie nowych form, tworów muzycznych, prowadzi nie od dziś. Niektórzy mogą pamiętać jego album z 2014 roku „Seed”. Podkreślanie silnego konceptualizmu w jego twórczości sprawia wrażenie rzeczy oczywistej. Jednak Naucke nigdy nie porzucił celu, jakim jest budowania odpowiedniego nastroju, czy też dbania o formę. „The Mansion” to owoc dwuletniej pracy, szukania odpowiednich dźwięków i nadawania muzyce odpowiedniej wagi. Jest to waga ciężka. Ciąży ilość pomysłów i żmudny sposób ich prezentowania. Niektóre z nich trafiają słuchacza rykoszetem.

Konceptem naczelnym są wspomnienia z dzieciństwa. Doszła jeszcze swoista manufaktura, która powstała na potrzeby tego albumu. Nawigatorem jest sam twórca, a kroczymy po odmętach psychiki, której towarzyszą odpowiednie dźwięki, zapętlenia i różnej maści urywki rzeczywistości. Można odnieść to do gęsto tkanych gobelinów, z którego każdy przedstawia inny obraz. Celowo posługuję się porównaniem z gobelinem, gdyż równie istotne co obraz jest tworzywo, z którego powstało. Muzyka Naucke nabiera fizycznych rozmiarów, które można zmierzyć za pomocą pomiaru wysokości, szerokości i głębokości. Każdy z tych ornamentów zawiera w sobie małe mikrokosmosy, które stanowią o charakterze dzieła.

To jednak nie jest pamiętnik, ale jego impresjonistyczna wersja. W skład „The Vanishing” wchodzą przeróżne odgłosy i dźwięki niewiadomego pochodzenia łączą się na jednej, sonicznej płaszczyźnie. Wlepione zostały też ludzkie głosy. Rzemiosło Bretta Naucke daje o sobie znać, gdyż te wplecenia są misternie ułożone. Dźwięki żywe sąsiadują ze sztucznymi, field recordings z ambientem, a wszystko podane w formie kolażu. W „Clocks In The Mansion” pojawia się wiolonczela, na której gra Whitney Johnson. Zamykający „No Ceiling In The Mansion” skupia uwagę swoim rozpostarciem oraz stopniem złożoności. Naucke unika przegięcia swojej muzyki w bardziej eteryczną stronę.

Skupienie na detalu słyszalne jest w „Youth Organ”. Poszatkowana rytmika przeszkadza głównemu motywowi w stworzeniu jednorodności. Rzeczą niełatwą jest nazwanie lub opisanie metody twórczej kompozytora. O przypadkowość nie można go posądzić czego dowodem jest pokrętny „Sisters”. Kryje w sobie sporo odwagi w eksplorowaniu nowych form ekspresji. Królestwo syntetycznych dźwięków przybiera formę szalonego snu. Najpełniej wychodzi to w „Born Last Summer”. Wolniejsze tempo sprzyja rozwijaniu pomysłów i przedłużaniu plam muzycznych. Wszystko się przelewa, przenika, jakbyśmy zanurzali się w czystej wyobraźni. Brak czytelnych reguł i skrępowania jest główną zaletą „The Mansion”. Każdy utwór niczym osobny i osobliwy pokój, ale tytułową posiadłością jest głowa twórcy.

Spectrum Spools | 2018

Soundcloud

Bandcamp

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze