Wpisz i kliknij enter

Laurie Anderson & Kronos Quartet – Landfall

Wszystko pływa.

Laurie Anderson i Kronos Quartet połączyli siły po raz pierwszy. Stanowi to swoiste wydarzenie na scenie muzycznej. Iskrą do wspólnych działań okazały się być zdarzenia z 2012 roku, kiedy to nad terytorium Stanów Zjednoczonych nadciągnął huragan „Sandy”. Ogrom zniszczeń, ilość ofiar, spowodowały, że artyści zdecydowali się oddać dramat tamtych chwil na płycie. Huragan wtargnął również do domu samej Anderson, co z pewnością było kolejnym impulsem do tworzenia. Głównych wykonawców przedstawiać nie trzeba. Ona i Oni są uznanymi i cennymi artystami, którzy dobrze czują się w awangardowym podejściu. Jednak w przypadku tego tematu, ton musiał być jednoznaczny.

Żałobna forma wydaje się jednocześnie oczywista i potrzebna. „Landfall” zbudowany jest głównie na muzyce kwartetu. Najwięcej czasu wypełnia forma klasyczna. Kompozycje nie błyszczą, są bardziej matowe, ale przy tym bardziej intensywne. Zapętlone fragmenty, mocniejsze akcenty czy też oszczędność w wyrazie dramatyzmu są tu kluczowe. Kronos Quartet wywiązują się ze swojej roli w sposób doskonały, czyli taki jakiego należałoby oczekiwać. Rytmika kwartetu uwypukla poczucie straty. Sama struktura dźwięków składa się nie tylko z dźwięków strunowców. Muzycy ustępują pola samej Anderson, które rola jest tu dwojaka.

Pierwszą rolą jest manipulacja głosem oraz umiejętne zniekształcanie kompozycji. Amerykanka odpowiada za elektroniczne zdobienia. Poczucie nieuniknionej katastrofy nie opuszcza w trakcie słuchania. Anderson skutecznie używa elektronicznych instrumentów w celu przetwarzania brzmienia muzyki. Mamy też rozmaitą paletę dźwięków jak na przykład rwane transmisje radiowe, odgłosy helikoptera, rwane głosy czy rytmiczne podbicia. Davida Harrington stara się, aby muzyka nie była zbyt trudna. Dba o elegancką formę, temat tego wymaga. Nie to jednak wyróżnia „Landfall”. Znów trzeba wrócić do Laurie Anderson, a konkretnie do jej głosu.

W trakcie 70 minut trwania artystka snuje opowieść o tragedii. Mówi w sposób chłodny, opanowany, niemal beznamiętny. Wypowiada proste zdania, które miejscami brzmią jak komunikaty. Jest w tym niespotykana intensywność. Anderson nie ogranicza się jedynie do mówienia o „Sandy” oraz opisu postępującej katastrofy. Pozwala sobie na dygresje. Raz opowiada ciekawe historie, innym razem skupia się na faktograficznych detalach, a jeszcze gdzie indziej snuje rozważania o współczesnym świecie, którego technologiczny postęp nie uchroni przed zderzeniem z potęgą natury, co skłonić ma nas do snucia refleksji o człowieku. Ta forma uderza z największą siłą w „Everything is Floating”, który opowiada o momencie kiedy woda wdziera się do domu artystki. W tym momencie opowieść się urywa pozostawiając nas w stanie kontemplacji.

Nonesuch | 2018

FB Laurie Anderson

FB Kronos Quartet







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – Miroff

Pytamy co słychać u wschodzącej gwiazdy nowoczesnej produkcji hiphopowej.