Wpisz i kliknij enter

Autechre – NTS Sessions 1-4

28 800 sekund podkorowej żeglugi.

Jak oni to robią? Co trzeba jeść, pić, palić i wdychać, żeby dokonywać takich rzeczy? W jaki sposób nauczyć maszyny, by tworzyły muzykę pod autorskie dyktando? Jak ulegać nieustannym przeobrażeniom, jednocześnie pozostając sobą (eadem mutata resurgo)? Jakim cudem stworzyć własny, nieporównywalny z niczym innym gatunek elektroniki?

Sean Booth i Rob Brown najwyraźniej wiedzą. Często naśladowani, nigdy nie zduplikowani. Geometrycznie doskonali. Wpływowi, bezkompromisowi, artystycznie niespokojni. Autorzy muzyki, która niezmiennie stanowi wyzwanie rzucone w twarz pospolitości i nijakości. Ich utwory przypominają monumentalne dźwiękowe rzeźby w ciągłym ruchu.

Stylu tej dwójki nie sposób pomylić z nikim innym – człowiek po prostu wie, że to Autechre już po kilku nutach. Gęste syntezatory, misternie tkane melodie lub ich strzępy, metaliczne odpryski, arytmia, synteza granularna, mocna kompresja, intensywne użycie cyfrowych procesorów sygnałowych. Manipulacja dźwiękiem na poziomie mistrzowskim.

Autechre uczynili ze zmiany swój modus operandi. Nie wszyscy się na to załapują i niejeden wielbiciel wczesnego oblicza zespołu stopniowo odpadał przy kolejnych eksperymentach. Każdy album stanowi dowód ewolucji i poszukiwań. Nie inaczej jest z czteroczęściowym „NTS Sessions”, zapisem ośmiogodzinnej (!) sesji dla londyńskiej stacji radiowej.

Materiał jest logiczną kontynuacją poprzedniej, równie kolosalnej płyty – „elseq 1-5” (2016). Brzmi jak swobodny, na poły improwizowany jam zrodzony w alchemicznym szale twórczym. Jest bardzo intensywnie, momentami wręcz hałaśliwie. Ale nie brak momentów, gdy wydaje się, że nigdy nie zdejmą nogi z gardła, a oni wyskakują z kojącym ambientem.

Można by oczywiście rozwodzić się nad poszczególnymi utworami, wskazywać na odniesienia do przeszłości (dobra wiadomość dla fanów „Draft 7.30” i EPki „Goz Quarter”: sporo tu takich klimatów), porównywać i silić się na wyszukane metafory. Ale po co? W tym wypadku pisanie o muzyce naprawdę przypomina tańczenie o architekturze.

Oddajmy więc głos Boothowi, tyle że „Lynch” zamieńmy na „Autechre”, „film” na „muzykę”, a „oglądanie” na „słuchanie”: „Lynch to geniusz. (…) To nie polega na tym, że zrozumiesz to, co oglądasz. (…) Ale nawet mimo tego, uczucie towarzyszące oglądaniu jego filmów jest cholernie dobre. Oglądasz i myślisz: »Mój Boże, przecież to jest kurewsko genialne!«. Nie wiesz, co to jest, nie wiesz dlaczego, myślisz po prostu: »Ja pierdolę!«”.

Ci, którzy uważają Autechre za pretensjonalnych dziwaków, raczej nie zmienią zdania po odsłuchu „NTS Sessions”. Ci zaś, którzy postrzegają ich jako genialnych innowatorów, utwierdzą się w swoim przekonaniu. Ale niech nikt nie ma wątpliwości, że Booth i Brown zrobili to dla wiernych fanów. Nie, oni zrobili to dla siebie. Jak zwykle. Cholerni geniusze.

Słuchać ciągiem i głośno, bardzo głośno.

Warp Records | 2018







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
nie
nie
2 lat temu

powtórka z elseq, meh

seb
seb
2 lat temu

Jakież to jest niespodziewane arcydzieło!

Cichli
Cichli
2 lat temu

No i tak się powinno pisać o Autechre! A płyta jest KOLOSALNA i w formie i w treści…

''
''
2 lat temu

TAK, TO PRAWDA.

Jędrek
Jędrek
2 lat temu

Zgadzam się absolutnie z tym co napisałeś na końcu , ostatnie zdania.
Choć ja jestem z tych odpadajacych, cenię ich maksymalnie 🙂

Polecamy

Holger Czukay – dyskografia

24 marca Holger Czukay obchodziłby 80. urodziny. Z tej okazji przyglądamy się jego niezwykłej twórczości.