Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



New Tendencies – L5

Kanadyjski eksperymentator kontynuuje poszukiwania w obrębie abstrakcyjnych form dźwiękowych.

W ubiegłym roku Matt Nish-Lapidus (New Tendencies) wydał ciekawy album „Missed Month”. Bardzo szybko doczekaliśmy się kolejnego materiału artysty z Toronto pt. „L5” (Forking Paths Records | 13.07.2018). Największą inspiracją do stworzenia nowych nagrać były obrazy science fiction z filmu „Neuromancer” Williama Gibsona. Już sam tytuł „L5” mocno na to wskazuje.

Przekonujące są struktury, w które New Tendencies wciąga słuchacza. Nie są to bynajmniej jakieś nadzwyczajne odkrycia, ale szumy, kliki (clicks & cuts), drony czy surowe tafle dźwięku Lapidusa przypominają o tym (np. „Different Object”), co się działo w latach 90. choćby w Mille Plateaux. Są też silne skojarzenia z wytwórnią Raster. Kompozycja „Wise” powinna szczególnie zainteresować „droniarzy” (czyt. osoba tworząca w nurcie drone music), gdyż mam wrażenie, że takowa materia ostatnimi czasy trochę zubożała i spowszedniała. Przyszedł mi na myśl Ben Frost.

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze