Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.



The Field – Infinite Moment

Bliżej filharmonii niż klubu

Kiedy Axel Willner objawił światu swój projekt The Field w 2005 roku za sprawą singla „These Things Falling Down”, wiadomo było już, że na elektronicznej scenie pojawił się wielki talent. Dwa znajdujące się na wydawnictwie nagrania pokazywały, że potrafi on przy pomocy oszczędnych środków wyrazu typowych dla modnego wtedy minimalu stworzyć pełną emocji epicką muzykę. Potwierdził to dwa lata później debiutancki album artysty – „From Here We Go Sublime”, który przyniósł wyrafinowany tech-house, śmiało flirtujący z trance’owymi brzmieniami i popowymi melodiami. Przy okazji płyta stała się ważnym wydawnictwem w katalogu swego wydawcy – Kompaktu – określając go jako jednego z najważniejszych dostawców melodyjnej elektroniki w Europie.

Dziś szwedzki producent ma status gwiazdy gatunku – i kolejne cztery albumy w dorobku nagrane dla kolońskiej tłoczni. Choć zawierają one muzykę bliską temu, co znalazło się niegdyś na „From Here We Go Sublime”, trudno zaprzeczyć, że Axel Willner rozwinął w ciągu minionego dziesięciolecia typowego dla siebie brzmienia. Na pewno wpływ na to miały jego poboczne działania, które objawiły się dwoma albumami nagranymi pod innymi nazwami – Loops Of Your Heart z 2012 roku i Hands z 2014 roku – na których dawał on wyraz swej fascynacji kosmische musik i kraut rockiem. Sumą wszystkich tych (i innych) wpływów jest szósty album artysty – „Infinite Moment”.

Krążek otwierają wokalne efekty przypominające nawoływanie – i z czasem zostają one uzupełnione warczącymi loopami i skrzącymi się syntezatorami, osadzonymi na niespiesznym rytmie („Made Of Steel, Made Of Stone”). Potem uderza bardziej sprężysty bit bliski deep techno, wnosząc ze sobą pobrzękujące akordy zanurzone w onirycznym tle, a całość uzupełniają niespodziewanie jungle’owe breaki i metaliczne perkusjoinalia  („Divide Now”). Podobnie brzmi kolejny utwór – choć tym razem w roli głównej występują zaszumione klawisze o brzmieniu bliskim shoegaze’owym gitarom, które podszywa dubowy pochód masywnego basu („Hear Your Voice”).

Mieniące się świetlistymi barwami syntezatory wywiedzione z kosmische musik wypełniają „Something Left, Something Right”. To również głębokie techno, gdzie rytmiczny szkielet staje się tylko pretekstem do stworzenia epickich pasaży klawiszy. W „Who Goes There” rytm staje się bardziej minimalowy i traci swój taneczny charakter. Nic dziwnego – bo i w tym przypadku szwedzki producent koncentruje się na falującej kaskadzie moogowych dźwięków, oplecionych szeleszczącymi hi-hatami. Miarowy puls o lekkim uderzeniu prowadzi nas do finału albumu, który zostaje rozegrany między modulowanym loopem a strzelistymi syntezatorami, nadającymi „Infinite Moment” podniosły ton.

Niby więc nowy album The Field nie wykracza poza do tej pory penetrowane przez Alexa Willnera obszary brzmieniowe, ale chcąc nie chcąc przesuwa twórczość szwedzkiego producenta coraz bliżej twórczości Wolfganga Voigta pod szyldem Gas. O ile na wcześniejszych krążkach projektu zawsze mieliśmy mocno podkreślony element popowej melodii, tak teraz jest on jakby nieobecny. Willner tym razem koncentruje się na stworzeniu epickich konstrukcji dźwiękowych, które bliższe są muzyce z filharmonii niż z tanecznego klubu. W efekcie większość materiału z „Infinite Moment” lokuje się na pograniczu ambientu i neoklasyki – choć w prawie każdym nagraniu mamy bit rodem z techno.

Kompakt 2018

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.facebook.com/thefield

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. embe

    „Choć zawierają one muzykę bliską temu, co znalazło się niegdyś na „From Here We Go Sublime”, trudno zaprzeczyć, że Axel Willner nie rozwinął w ciągu minionego dziesięciolecia typowego dla siebie brzmienia”.

    Zatem rozwinął czy nie? Bo dalej raczej pan zaprzecza.