Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Efdemin – New Atlantis

Dźwiękowa utopia.

Philip Sollmann zaczynał swą działalność muzyczną w połowie lat 90., kiedy grał na klawiszach w psychodelicznym zespole Derrick. Nie trwało to długo, bo młody mieszkaniec Hamburga szybko wciągnął się w życie klubowej sceny w nadmorskim mieście. Swe pierwsze kroki w didżejowaniu stawiał w słynnym klubie Golden Pudel, a jako producent zadebiutował w cenionej wytwórni Dial. Pod szyldem Efdemin nagrał kilka EP-ek i trzy albumy, które rozsławiły go jako utalentowanego twórcy minimalowej wersji techno i house’u. Nic więc dziwnego, że po przeprowadzce do Berlina w połowie minionej dekady został didżejem-rezydentem w słynnym Berghain.

Drugą ścieżkę jego zainteresowań stanowiły od początku eksperymenty w zakresie muzyki i performansu. Już w 2006 roku opublikował swój pierwszy awangardowy album, na który trafiły abstrakcyjne kolaże dźwiękowe. Studia muzyki i sztuk performatywnych w Wiedniu sprawiły, że Sollmann zacieśnił swe więzi z tamtejszą sceną improwizatorską. Specjalnością hamburskiego artysty stały się instalacje dźwiękowe, które realizował w różnych miejscach na świecie. Ostatnia z nich – „Monophonie” – oparta została o dźwięki emitowane przez instrumenty wymyślone przez nieżyjącego już amerykańskiego kompozytora-wizjonera, Harry’ego Partcha.

Swoistą syntezą tych dwóch dróg artystycznych Sollmanna jest jego nowy album. Krążek otwiera dronowa kompozycja, w której podszyty onirycznym strumieniem dźwięku głos kalifornijskiego artysty, Williama T. Wileya, deklamuje religijny hymn „Oh, Lovely Apparences Of Death”. Kiedy słuchaczowi wydaje się, że hamburski producent skupi się tym razem na eksperymentalnych brzmieniach, w drugim utworze uderza hipnotyczne techno. Mimo rytmicznej pulsacji „Good Winds” łączy z poprzednim nagraniem mistyczny nastrój, tworzony przez rozmytą elektronikę. Kontynuacją tych motywów jest kompozycja tytułowa. I tutaj uderza bit rodem z minimalowego techno, a towarzyszą mu psychodeliczne dźwięki przetworzonej gitary i wariacje na analogowym syntezatorze.

„At The Stranger’s House” przynosi zwrot w stronę ambientu.  Bit cichnie, a na pierwszy plan wysuwają się pulsujące gongi, nadające nagraniu egzotyczny ton. W „A Land Unknown” powracają syntezatorowe modulacje rodem z kosmische musik z lat 70. I tym razem wpisane zostają one w formułę galopującego techno. „Temple” to najkrótszy utwór w zestawie: energetyczna miniatura wprowadzająca na płytę połamaną rytmikę i zawadiacką melodykę. Tuż po tym rozbrzmiewa najmocniejszy utwór w kolekcji –  „Black Sun” oparty na ciężkim bicie techno, typowym dla artystów z Ostgut Ton. Całość wieńczy medytacyjne nagranie utrzymane w stylu halucynogennego downtempo – „The Sound House”, w którym wibrują przetworzone dźwięki i głosy.

Inspiracją do stworzenia nowego albumu była dla Phillipa Sollmanna powieść „Nowa Atlantyda”. Napisał ją w 1623 roku renesansowy filozof Francis Bacon, a roztaczała ona utopijną wizję odciętej od świata społeczności, której życie zogniskowane jest wokół sztuki i nauki. Aby oddać obrazy wyłaniające się z książki, hamburski producent sięgnął po wyjątkowo bogatą paletę dźwięków. Sam zajął się elektroniką, a o zagranie na „żywych” instrumentach poprosił swych kolegów, w tym choćby znanego z nagrań dla PAN gitarzystę Konrada Sprengera. W efekcie powstała wielobarwna muzyka, zachwycająca swą niejednoznacznością i wielowątkowością.

Ostgut Ton 2019

www.phillip-sollmann.de

www.facebook.com/efdemin

www.ostgut.de/label

www.facebook.com/Ostgut.Ton.OFFICIAL

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. kn

    Efdemin był w listopadzie zeszłego roku w Poznaniu w klubie Tama. Byłem – wrażenia niesamowite. Tym smutniej mi to pisać, ale jestem nieco zawiedziony nowym, wydawnictwem, bo poprzednie były po prostu w ścisłej topce co roku, a tej brakuje nieco energii. Szkoda… Po cichu jednak liczę, że to będzie grower.

  2. Ciekawe, plus super minimalistyczna okładka.