Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Hula – Voice

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Brytyjska grupa Hula zdobyła w połowie lat 80. opinię jednej z najciekawszych formacji syntetyzujących funkowe rytmy z industrialnymi brzmieniami. Choć inspiracją były dla niej bez wątpienia inne formacje z Sheffield – Cabaret Voltaire i Clock DVA – to udało jej się stworzyć własną wersję tego gatunku. Szczytowym osiągnięciem Huli okazał się album „Murmur” z 1984 roku, którego rozedrgany puls idealnie wpisał się w chmurny klimat thatcherowskiej Anglii tamtej dekady.

Po wydaniu tegoż krążka, grupa skłoniła się ku bardziej eksperymentalnym brzmieniom – tak powstała płyta „Shadowland”, na której zespół zaproponował podszyty industrialem ambient. Hula zawsze świetnie sprawdzała się na żywo – dlatego zdecydowała się na nagranie i wydanie płyty live – „1000 Hours”. Kulminacją kariery zespołu okazał się kolejny krążek, nad którym pracowali najbardziej progresywni pod koniec lat 80. producenci: Daniel Miller, Robert Gordon, John Fryer i Paul Kendall.

Materiał z „Voice” rzeczywiście objawił nowe oblicze Huli: bardziej wypolerowane, oczyszczone z industrialnych brudów, melodyjne w warstwie wokalnej i podporządkowane tanecznemu pulsowi. Mamy tu przede wszystkim modny w tamtym czasie electro-funk („Cut Me Loose”, „Poison” czy „Torn Silk”), ale też coś na kształt alternatywnego popu („See You Tomorrow”). Czasem muzyka Huli uderza plemiennymi bębnami („Bush#4”), a kiedy indziej – wywołuje ciarki niepokojącą elektroniką („Seven Sleepers”).

Nagrania z „Voice” były grane w alternatywnych klubach pod koniec lat 80. – nic więc dziwnego, że o muzykę zespołu z Sheffield upomniała się amerykańska wytwórnia Waxt Trax!, specjalizująca się w tamtym czasie w tanecznym industrialu i EBM. Hula nagrała dla niej jeden singiel w 1988 roku – „VC1” – a potem poszła w rozsypkę. Dziś płyty formacji powracają do nas na kompaktach wydanych nakładem wytwórni Klanggalerie – również i łabędzi śpiew  Anglików – „Voice”.

Klangalerie 2019

www.klanggalerie.com

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze