Wpisz i kliknij enter

Abul Mogard – Kimberlin

Elegia na odejście.

Próba się skończy, przedstawienie się skończy, śpiewacy umrą, ostatni zapis muzyki zostanie w taki czy inny sposób zniszczony, aż wreszcie zniknie samo nazwisko Mozart i pył zwycięży. Philip K. Dick, „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”.

Podstawową zasadą wszechświata wydaje się być przemiana, nierozerwalnie związana z przemijaniem. Nieunikniony rozpad wszystkiego, co istnieje w formie fizycznej. Nikt nie wyraża tego w muzyce lepiej niż Abul Mogard. Jego kompozycje brzmią tak, jakby na świat przychodził jakiś organizm, który rozwija się, pęcznieje i osiąga stan kulminacyjny, a następnie odchodzi w niebyt. Czasami stopniowo rozpada się na kawałki, a czasami po prostu urywa się nagle. Zawsze jednak zmierza w tym samym, finalnym kierunku.

Najnowszy album tajemniczego producenta jest zarazem ścieżką dźwiękową do filmu krótkometrażowego w reżyserii Duncana Whitleya. Nie widziałem go, ale podczas odsłuchu obrazy same wyświetlają się w głowie. Z nicości wyłania się pojedynczy, niepozorny dźwięk, który z czasem rośnie do niebotycznych rozmiarów. W ślad za nim podążają potężne kaskady masywnych, bezlitosnych dronów, przelewających się na wszystkie strony. To tak, jakby słuchać oceanu z „Solaris” Lema w trakcie aktu tworzenia mimoidów i symetriad.

W języku lokalnych mieszkańców wyspy, gdzie toczy się akcja filmu „Kimberlin”, tytułowa fraza oznacza kogoś obcego. Zniewalające kompozycje Abula Mogarda często wyrażają ten nieprzekraczalny stan wyjścia poza samego siebie i spojrzenia na świat z innej perspektywy. Jakkolwiek byśmy się nie starali, całkowita i bezgraniczna empatia nie jest możliwa. Wszyscy jesteśmy outsiderami zamkniętymi we własnych światach, których orbity czasami przecinają się w jakiś dziwny, cudowny sposób. Przynajmniej dopóki nie zwycięży pył.

Ecstatic | 2019

Tekst dedykowany H. Byłeś najlepszy. Odpoczywaj w pokoju, drogi Przyjacielu.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Tomasz
Tomasz
1 rok temu

Nie ukrywam, że z Mogardem zetknąłem się całkiem niedawno – bo na Tauronie w 2018. Robiąc sobie playlistę z lineupem pod swoje preferencje wpadł mi bardzo w ucho. Sam koncert był dla mnie przeżyciem nie z tej ziemi (choć w swojej formie wydaje się banalny) – leżałem z innymi ludźmi na betonowej posadzce delektując się każdym dźwiękiem. Od tamtej pory jestem chyba psychofanem Abula kompletując wszystko co wypuszcza. Ten album to dla mnie mistrzostwo a kojarzy mi się nie z Lemem – aczkolwiek podobne „klimaty – a z pewną sceną z filmu Tree of Life, w której jest ukazywana jest supernova w akompaniamencie utworu Lacrimosa Zbigniewa Preisnera (dla mnie to jeden z najbardziej epickich momentów w kinie pod kątem audio-wizualnym). Każdy utwór z tej EPki mógłby spokojnie w tej scenie zastąpić twórczość Preisnera!

5/5

Polecamy