Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu. Riverrun to jeden z projektów brytyjskiego muzyka Daniela Landa. Muzyka, który pod swoim nazwiskiem wydał cztery albumy w klimacie dream-popu i shoegaze. Riverrun to jednak coś innego, to (jak sam Daniel określa) „seria mocno skomponowanych nagrań krajobrazowych, […]

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Riverrun – The Same Silent Hill

Muzyka z krajobrazu.

Riverrun to jeden z projektów brytyjskiego muzyka Daniela Landa. Muzyka, który pod swoim nazwiskiem wydał cztery albumy w klimacie dream-popu i shoegaze. Riverrun to jednak coś innego, to (jak sam Daniel określa) „seria mocno skomponowanych nagrań krajobrazowych, nad którymi pracuję od prawie dwóch dekad, równolegle do swoich piosenek”.

Muzykę Riverrun mogę śmiało określić jako eksperymentalne połączenie wielu, rozwlekłych dźwięków, które tworzą niepowtarzalną całość. A dlatego krajobrazu, że można doszukać się w niej naturalnych, a w przypadku tego wydawnictwa, leśnych odgłosów. Dla mnie to muzyka lasu, tajemnicza. Moment zatrzymania i wyciszenia.

Projekt Riverrun do tej pory wydał sześć albumów, w tym opisywany „The Same Silent Hill” z tego roku. Niniejsze wydawnictwo w porównaniu do jego poprzednika „Southernmost” jest bardziej refleksyjne. Album powstał z serii nagrań ambientowych, które były rejestrowane przez wiele lat. Proces kompozycyjny polegał głównie na zestawianiu tych nagrań i wychwytywaniu, które pasują do siebie.

Dodatkowo linie melodyjne zostały ubrane w dźwięki gitar oraz instrumentów klawiszowych, ale wszystko w ograniczonej ilości i w zwolnionym w tempie. Ciekawe też było wykorzystanie zarejestrowanych nagrań w terenie oraz wokalu, który w zmiksowanej wersji przywodzi na myśl między innymi odgłos wyjącego wilka. Efekt taki można usłyszeć, przy zwiększonym skupieniu, w kompozycji „Lytchett Beacon”.

Na całość wydawnictwa składa się dziesięć utworów, które przechodzą płynnie z jednego do drugiego, nadając całości wrażenia, że słucha się nieprzerwanie jednej kompozycji. Każdy z nich posiada w tytule nazwę własną miejsca znajdującego się w Anglii. Stąd też nawiązanie do muzyki krajobrazu. Właśnie w tych miejscach uchwycono wspomniane nagrania terenowe, które po oprawie elektronicznej zostały wykorzystane w procesie kompozycyjnym. Świetny zabieg nadający utworom większej głębi.

„The Same Silent Hill” dla niektórych słuchaczy może wydawać się jednolitym, jednostajnym tworem osoby, która ma problem z bezsennością. I pewnie jest w tym trochę racji bowiem cała twórczość Riverrun, w zamyśle, nie była skierowana dla szerszej publiczności. Daniel tworzył ją wyłącznie dla własnej rozrywki. Jednak z biegiem czasu przyciągnął grupę słuchaczy, dla której postanowił „wyjść z szafy”. I patrząc się na ilość wydanych płyt, jak i ich zawartość, wyjście to uznaję za udane.

Hinney Beast Records | 19.01.2020

Profil na BandCamp »
 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze