Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo. Historia powstania zarówno tego duetu, jak również samego albumu, przypomina historię z filmu Terry`ego Gilliama „Las Vegas Parano” nakręconego na podstawie książki Huntera Thompsona, więc będzie filmowo. Również z uwagi na to, iż Daniel Hemler – połowa Yogtze […]

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Yogtze – Yogtze

Będzie filmowo.

Historia powstania zarówno tego duetu, jak również samego albumu, przypomina historię z filmu Terry`ego Gilliama „Las Vegas Parano” nakręconego na podstawie książki Huntera Thompsona, więc będzie filmowo. Również z uwagi na to, iż Daniel Hemler – połowa Yogtze – zajmował się również sztuką filmową. Skład uzupełnia Daniel Muzard. Obaj spotkali się w trakcie podróży po Peru i postanowili wspólnie odkrywać Amerykę Południową. Stąd wykiełkował pomysł stworzenia zespołu, a całość dopełniło obejrzenie filmu „Montana Sacra” Alejandro Jodorowsky`ego.

Żeby oddać ducha tego filmu poprzez muzykę, postanowili wybrać się do Maroka i na 8-ścieżkowym magnetofonie, w domowym studio Essaouira, zarejestrować to co podyktowała im wena. Nagrania, które według relacji Meuzarda, powstały poprzez otwarcie się na kosmos i udostępnienie swoich ciał swobodnemu przepływowi muzyki, mogły nie ujrzeć światła dziennego. Sesje nagrane w 2007 roku wydobył ich znajomy i przekonał duet do ich wydania, co właśnie nastąpiło, ale po uprzedniej edycji i miksie. Zespół dostał więc nazwę i pełnowymiarową płytę.

My natomiast dostajemy przepyszny zestaw sześciu utworów, które mieszają ze sobą krautrokowe kształty, downtempo, marokańskie przyprawy, a wszystko owinięte grubo w psychodelię. W tym momencie sugeruję rzucić wszystko, włącznie z czytaniem niniejszej recenzji, i włączyć sobie utwór „Woodpecker”. Sztywna rytmika z czasem uelastycznia się za pomocą orientalnych dodatków i powyginanego syntezatora. Doprawdy ucieszny jest dla mnie „Coocoo” z zapętlonym motywem. Błogi uśmiech z twarzy nie schodzi ani przez rozciągnięty syntezatorowy dźwięk, ani przez migotliwe dźwięki, ani przez zapętlone frazy.

Orientalne wybrzmiewa nastrojowy „Montana Sacra”. W drugiej części swoboda zostaje zakłócona przez metaliczne zgrzyty. Początek z kolei jest bardzo mocny. „So many times” rozpoczyna się dość progresywnie, żeby z czasem rozlać się szerzej oraz nałożyć na siebie szybszy rytm. Duża jest z tego psychodeliczna frajda. Podbita zresztą przez najbardziej melodyjny i swobodny utwór „Proxima”. Gdyby album „Yogtze” nie ujrzał światła dziennego, byłoby to ze stratą dla świata. Przynajmniej tej jego części, która potrzebuje się niebanalnie wyluzować.

Running Back | 2020
Bandcamp
FB RB

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze