Wpisz i kliknij enter

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo

Niekontrolowane lenistwo.

Zwyczajność tytułu albumu, który nagrał Radosław Kurzeja, jest, no właśnie, zwyczajna. Zwyczajność zdania „Ogród botaniczny w Palermo” wprawiła mnie w zdumienie z jeszcze innego powodu. Otóż rzadko, jak sięgam pamięcią, tytuły dzieł muzycznych są aż tak prozaiczne. Proszę tylko nie przekładać tych odczuć na zawartość muzyczną, gdyż ta jest zupełnie inną parą kaloszy. Radosław Kurzeja pozostał w sferze muzyki ambientowej. Ciągle ją rozgryza na nowo i próbuje twórczo przerobić.

Tym razem postanowił odejść od konceptualizmu (obecnego na albumie „Noce”) i dać się uwieść lekkości, której nie brakuje na płycie. Są jeszcze tropy literackie oraz kierujące się w stronę włoskiego neorealizmu. Powiem szczerze, że na mnie „Ogród botaniczny w Palermo” działa doskonale. Poddaję się mu całkowicie bezwolnie, tracąc poczucie czasu, co owocuje brakiem reakcji na bodźce zewnętrzne. Innymi słowy wchodzę w stan niekontrolowanego lenistwa. Proszę nie mylić tego z próżniactwem.

Niezwykła pieczołowitość utkanych melodii, faktur muzycznych jest nietuzinkowa. Choćby w jednym z najlepszych utworów „Pielgrzymka Roussela”. Trop wiedzie do wyśmienitej książki „Locus Solus” Raymonda Roussela, do której ten utwór pasuje jak ulał, a jej autor uciekał od rzeczywistości przy każdej nadarzającej się sposobności. Podobnie zresztą jak Kurzeja, który w „Królowej niebieskiej” pozwala nam się rozpłynąć, a w „Zwykłej historii” wprowadza bliskość dźwiękową znaną z prac Ryuichi Sakamoto.

Są tu chwile, które cudownie rozpraszają uwagę. Jedną z nich jest rozciągliwy „Roberto Carlos”. Drugą „Podróżnicy i melancholia”. Ten drugi szczególnie polecałbym wysłuchać wielokrotnie z uwagi na mszalno-duchologiczny motyw części drugiej. Album otwiera „Taniec i morze”. Pierwsze frazy utworu są zwyczajnie zniewalające i za rękę prowadzą wprost do onirycznej krainy. W pewnym momencie straciłem możliwość kontrolowania zmian utworów, gdyż całość zlewa się ze sobą. Dopiero wyraziste akcenty gitary w „Końcu maja” sygnalizują koniec. Za szybki, niespodziewany i niesprawiedliwy.

Nasze nagrania | 2020
Bandcamp
FB
FB Nasze nagrania







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy