Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Atom™ – <3

Hard code pop.

Jeśliby spojrzeć na współczesną scenę elektroniczną, to bez wątpienia jednym z najbardziej kreatywnych artystów działających na niej w ciągu ostatnich trzydziestu lat, jest Uwe Schmidt. Startował już w latach 80. i od tamtej pory dorobił się niezliczonej ilości wydawnictw, firmowanych dziesiątkami pseudonimów. To bardzo różna muzyka – od dowcipnych coverów Senora Coconuta, przez ekstatyczny micro house Geez N’Gosha, po głęboki ambient Atom Hearta. Mało tego: trudno byłoby znaleźć jednego kolekcjonera, któremu udałoby się zgromadzić i skatalogować wszystkie dokonania niemieckiego artysty.

W ostatnich latach Schmidt nieco się jednak uspokoił i większość premierowego (i nie tylko) materiału firmuje szyldem Atom™. Zadebiutował on w 2000 roku EP-ką o wielce wymownym tytule „Hard Disk Rock (Don’t Stop)” – bo już w ten sposób podkreślała ona związek projektu z muzyką electro i kanonicznymi nagraniami Kraftwerku. Oczywiście niemiecki producent nie zawsze trzymał się tej stylistyki, odbijając nawet w stronę ambientu czy glitchowych eksperymentów. Spośród wielu płyt zrealizowanych jako Atom TM najważniejsze wydają się te wydane przez Raster Noton: „Liedgut”, „Winterreise” i „HD”. Teraz dołącza do nich kolejna – „<3”.

Zamieszczony na niej materiał artysta zrealizował z tajemniczą istotą nazywaną x1n, która jest odpowiedzialna na stronę wokalną przedsięwzięcia. Tak się bowiem składa, że dziewięć nagrań z krążka to właściwie piosenki. Oczywiście bardzo awangardowe, ale jednak ozdobione głosem. Czy ludzkim? No właśnie: raz jest to męski, raz kobiecy wokal, ale ma on zawsze mocno wokoderowy ton, co pozwala przypuszczać, że został wygenerowany komputerowo. Nie brakuje w nim jednak melodii, a nawet chwytliwych refrenów, które sprawiają, że utwory od razu wpadają w ucho.

Zaczyna się dosyć abstrakcyjnie: „09 (Almost A Unit)” i „#” to rozedrgany glitch, w którym warstwę rytmiczną wyznaczają trzepoczące efekty, a melodyczną – dziecinne rymowanki. W „Tech Talk” pojawia się więcej elektroniki, lokując nagranie w formule abstrakcyjnego IDM-u. „AC Boy/DC Girl” to już finezyjne electro, w którym jest miejsce na damsko-męski duet wokalny. Potem dostajemy balladę – bo „Simplicity” to wypisz-wymaluj kołysanka. Z tym, że wykonana przez androidy.

„r3v” oparty jest na nerwowym pulsie – i ten podskórny niepokój zgrabnie współgra z mroczną melodeklamacją. W „g01p” pobrzmiewają echa industrialnej przeszłości artysty – wszak Schmidt tworzył w drugiej połowie lat 80. chmurny EBM jako Lassigue Bendthaus. Przemysłowe efeky uzupełnia tu jednak miarowy puls techno – cofnięty jednak w bardzo dalekie tło. „Time 2 Kill” to ponownie electro, tym razem ozdobione szeptaną wokalizą i basowym brzmieniem. Płytę kończy ukłon w stronę cyfrowego dubu – w pulsującym „Almost A Unit (0.9)”.

Jak to zwykle bywa w przypadku Uwe Schmidta, również „<3” jest dziełem typowo konceptualnym. Autor płyty zawartą na niej muzykę określa terminem „hard code pop”. Te trzy słowa idealnie oddają zawartość krążka, podkreślając że mamy tu do czynienia z piosenką, ale stworzoną przez komputery. Jeśli by się uważnie wsłuchać w te dziewięć nagrań, to można zauważyć w nich echa dokonań Sophie i innych artystów z PC Music. Zarówno bowiem oni, jak i Schmidt stawiają sobie za cel redefinicję popowej estetyki na bazie eksperymentalnej elektroniki. Ale czyż pionierami tej syntezy nie byli panowie z Kraftwerk?

Raster Media 2020

www.raster-media.net

www.facebook.com/raster.artistic.platform

www.atom-tm.com

www.facebook.com/AtomTM

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Mini

    Wydaje mi się, że Uwe najlepiej zrozumiał idee Kraftwerku i jest chyba jedynym ich kontynuatorem z prawdziwego zdarzenia, który twórczo robi następne kroki bez epigoństwa.