Wpisz i kliknij enter

Smerz – Believer

Ostrzeżenie: powoduje zamęt.

Jednego jestem pewien: rynek muzyczny zawsze przyciąga do siebie nowe twarze. Kwestię motywacji odłożę na bok. W debiutach najbardziej lubię nadrzędną ich cechę, że oto zjawia się muzyka jakiej dotąd nie było, a nawet jeśli była to jest na tyle świeża, z werwą zagrana, że wszyscy będą pod wrażeniem. Nauczony kilkoma skuchami z przeszłości odstawiam już profetyzm, odnośnie dalszych losów debiutantów, do kąta i skupiam się na „tu i teraz”. Tak więc, po przydługim wstępie, oto przed wami norweski duet Smerz z debiutanckim krążkiem „Believer”.

Na pewno duetowi – Catharina Stoltenberg i Henriette Motzfeldt – nie brakuje wyobraźni. Ich pierwsze ślady muzyczne pochodzą z roku 2018, a więc można wysnuć wniosek, że długogrająca płyta jest dziełem przemyślanym. I tak brzmi. Nierealność spotęgowana jest od samego początku. Wyraźne otwarcie w postaci „Gitarriff”, które w tytule zdradza instrument wiodący, szybko przeradza się w kołyszący „Max”, gdzie delikatność soulowego wokalu styka się z mocnymi uderzeniami syntezatora. Sporo tu klasycznych form strunowo-fortepianowych jak choćby w „Versace Strings” czy „Sonette”.

Na tej samej płycie znajduje się również „Hester” przechodzący od elektronicznych spazmów do skrzypcowego ambientu. Szybko należy się jednak orientować w terenie, bo chwilę później otrzymujemy emanujący spokojem i błahością „Flashing”. Przydałoby się jakieś ostrzeżenie na płycie, że powoduje zamęt. Rozległość krajobrazu muzycznego poszerzają utwory w rodzaju „The Favourite”, który sięga po operowość przy jednoczesnym poruszaniu się na wrażliwych emocjach, co zostaje przerwane po niecałych trzech minutach rapową wstawką w „Rap interlude”. Nie sposób dojść z tym do ładu, ani zbudować sobie sensowej opinii, choć przyznam, że cały materiał intrygować nie przestaje.

Bardzo lubię „Glassbord” z tym maszerującym rytmem i strunowym (a jakże!) przełamaniem. Eksperymentalna natura w służbie piosenki („Believer”) też robi wrażenie. Chłodna nonszalancja w tekstach i śpiewie również daje do myślenia. Z drugiej strony są momenty „za daleko” jak w „I don`t talk about that much” oraz niepotrzebne („Rain”). Teatralność dzieła podkreśla kończący „Hva hvis”, choć zbyt to wszystko żarliwe żeby można było mówić o sztuczności. W końcowym rozrachunku mam więcej sympatii do tego krążka. Choćby za „Hester”, którego oszałamiające tempo rozbija się w pewnym momencie o prostotę. Zdania podsumowującego nie sklecę więc musicie się zadowolić tymi określeniami: dynamiczny montaż, radość eksperymentowana, wyjście poza strefę komfortu i kapsuła kriogeniczna.

XL Recordings | 2021
Bandcamp
FB
FB XL Recordings 







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy