Wpisz i kliknij enter

Joy Guidry – Radical Acceptance

Siła.

Joy Guidry? Nowojorski fagocista/fagocistka, kompozytor/kompozytorka. Zdecydowanie należy właśnie w taki sposób myśleć o tym artyście/artystce, który sam/sama o sobie pisze najcelniej:

„Jestem teraz w miejscu, w którym pogodziłem się z tym, że choroba afektywna dwubiegunowa to pieprzona suka, i nawet z moimi lekami, to gówno nadal będzie przysparzać problemy. Zaakceptowałem również to, że marzenia i pomysły, które projektowali rodzice na temat mojego życia, nigdy nie zostaną urzeczywistnione. Uczucie wewnętrznego spokoju, z którym teraz żyję, jest nie do opisania. Trochę to trwało, ale wiem, kim jestem. Jestem Joy Guidry, osobą trans, osobą queer, osobą czarnoskórą, osobą grubą, muzykiem, osobą płaczącą, podróżniczką, przyszłą mamą, zakupoholiczką o niezwykle głośnym śmiechu. Więc tak, mam nadzieję, że mnie usłyszysz i usłyszysz mój proces praktykowania Radykalnej Akceptacji.”

Joy Guidry
Joy Guidry, fot. Shala Miller

Dla jasności przekazu pozwolę sobie używać w tekście jednej formy osobowej, czyli „ona”. Guidry to wykształcona artystka mająca ukończoną klasę fagotu w Peabody Conservatory. Występowała z Dance Center Kenya Ballet Orchestra, International Contemporary Ensemble i Alarm Will Sound, a także była solistką w operze Yvette Jackson Fear is Their Alibi, która miała swoją premierę na festiwalu PROTOTYPE w 2021 roku. Guidry jest również finalistą Berlińskiej Nagrody dla Młodych Artystów 2021. Dwa lata temu Joy debiutowała bardzo dobrze przyjętą płytą Darkness is a Myth.

Nie można też zapomnieć o bardzo ważnej działalności społecznej Guidry polegającej na wspieraniu i promowaniu czarnoskórych artystów. W tym celu stworzyła platformę konkursową Sounds of the African Diaspora. Inicjatywa ma umożliwiać rozwój kompozytorom z diaspory.

Tegoroczny album Radical Acceptance jest dźwiękowym manifestem na temat dysforii płciowej, z którą przyszło żyć Guidry, ale ja wolę myśleć o tym wydawnictwie jako o drodze do samoakceptacji. Dużo się dzieje w trakcie tych dziewięciu kompozycji. Ważne słowa artystki padają już w samym tytule pierwszego utworu Just Because I Have a Dick Doesn’t Mean I’m a Man, a wybrzmiewa ich jeszcze więcej w objęciach rozedrganych dark ambientowych dronów. Idąc dalej, stajemy Face to Face z kolejną dronową ścianą minimalistycznej i grząskiej elektroniki. Ci, którzy cenią Lustmorda poczują odpowiedni dreszczyk. Dodam, że za partie elektroniczne jest odpowiedzialna liderka.

Joy Guidry
Joy Guidry, fot. Shala Miller

Guidry nie jest sama na Radical Acceptance, czego doświadczamy już w dzikim, szalonym, noise’owym i free jazzowym Inner Child. Piękna surowość brzmienia generowana przez znakomitych instrumentalistów – [Alfredo Colon (saksofon), Jessie Cox (perkusja), Nick Dunston (bas), Chioneso Bakr (perkusja), Hasan Bakr (perkusja) i Victor See Yuen (perkusja)] – zderza się tu z delikatnością i liryzmem osobliwego pasma fagotu. Fani Matany Roberts przypomną sobie o jej najlepszym okresie twórczości, a z drugiej strony – jest jakiś pierwiastek Dona Cherry’ego czy Billa Dixona.

W miniaturze Down in the Valley słyszmy z kolei głos Maudry Richard Davis. Czas na niepokojące 72 Hours z trzaskającą i dark ambientową pełznącą plewą dźwiękowych zakrzywień. Wraz z Why is Toxicity so Yummy? wracamy na tory porywającej muzyki improwizowanej, współczesnej nakreślonej przez linie saksofonu, wiolonczeli Oli Harris, perkusji, fagotu i basu Nicka Dunstona.

W How to Breathe While Dying pięknie dialogują i jednocześnie „porykują” instrumenty dęte, jak na rykowisku, ale na free jazzowej polanie porośniętej swobodnie rozrastającą się kameralistyką w cieniu i blasku latorośli. Voices of the Ancestors (Live) to fragment zarejestrowany na żywo, w którym czuć surowość etnicznego żaru sekcji rytmicznej i świetne partie fagotu i saksofonu Alfredo Colona, mogące kojarzyć się z energią Matsa Gustafssona. Na koniec wracamy do ambientowej impresji w Grace. Szkoda, że tylko dwie minuty z sekundami to trwa.

Radical Acceptance rozkwita z kompozycji na kompozycję, nie ma tu mowy o łatwej muzyce, konsumpcja może rozciągnąć się w czasie, co oczywiście jest na plus. Nie ma też dłużyzn, czyli utworów trwających po dwadzieścia minut, z których nic nie wynika. Joy Guidry tworzy bardzo gęste formy bez względu na obrane stylistyki, ale wyposaża je w rozpoznawalne brzmienia, nasycając je osobistym przekazem. Już teraz jestem bardzo ciekaw kolejnych muzycznych kroków artystki. Póki co cieszmy się tą zaskakującą, odważną i nietuzinkową płytą.

Whited Sepulchre Records | luty 2022

 

Strona Joy Guidry »
Strona Whited Sepulchre Records »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy