Wpisz i kliknij enter

BKO – Djine Bora

Niech trans będzie z nami!

Wszystko na to wskazuje, że lecimy do Mali (nazwa projektu zobowiązuje), bo właśnie stamtąd pochodzi grupa BKO (niekiedy określana jako BKO Quintet). Zagrali ponad 450 koncertów w 25 różnych krajach. To bardzo dobry wynik, ale nie chodzi nam o statystyki, a zdecydowanie o ich muzykę!

Początki BKO sięgają mniej więcej stycznia 2012 roku, wtedy powstała ich pierwsza koncertowa EP-ka w okolicznościach, gdy Mali pochłonął chaos wywołany zamachem stanu i zbrojnym buntem na północy kraju. Pomimo tego dramatycznego czasu udało im się nagrać więcej nowych utworów w Paryżu w 2013 roku. Zebrany materiał trafił na debiutancki album zatytułowany Bamako Today (Buda Musique, 2014).

BKO
BKO, fot. Xavier Courraud

BKO powstawało w toku żywego procesu. Francuski perkusista Aymeric Krol wybrał się do Bamako, aby uczyć się gry na bębnach pod okiem mistrza Ibrahima Sarra (niegdyś związany z Oumou Sangare. W sierpniu wystąpi w Polsce na African Beats!), ale tak wyszło, że razem skompletowali cały skład zespołu, dopełniony przez Fassara Sacko (wokal), NFaly’ego Diakite’a (donso ngoni) i Mamoutou Diabate (djeli ngoni).

Od samego początku BKO łączyli tradycję muzyczną griotów Mandinka z tradycją donso myśliwych Bambara, co dało zupełnie nową jakość, ale też dzięki niezwykłym umiejętnościom muzyków poszybowali na fali tradycji do współczesności. Mamoutou Diabate to pochodzący z rodziny griotów geniusz mniejszej lutni djeli ngoni, który wypracował unikalny, niemal psychodeliczny styl, przywodzący na myśl grę Jimiego Hendrixa.

Po trzech latach ukazał się ich drugi longplay Mali Foli Coula (Buda Musique), który wyrósł z bardziej spontanicznej, instynktownej energii niż pierwsza płyta. BKO dorzucili elementy rocka, transu i nawet francuskiego chanson.

BKO
BKO, fot. mat. prasowe

Na kolejnych album BKO trzeba było czekać pięć lat. I w końcu jest! Djine Bora opublikowała szwajcarska wytwórnia Bongo Joe Records. To dziesięć kompozycji niezmiennie zanurzonych w tradycjach zachodnioafrykańskich, choć z jeszcze silniejszym wsparciem ducha współczesności. Nie mam tu na myśli pójścia w elektronikę i syntetyczne brzmienia, tylko kreowanie czegoś nowego na poziomie odważnych połączeń, rytmu i dzikiej fantazji/energii.

Dorzucanie przesterów do tradycyjnych instrumentów (w tym przypadku do donso ngoni, djeli ngoni) to nic nowego, ale w otwierającym płytę utworze Toumaro czuć silnych podmuch świeżego przestera wszczepionego w tradycyjne lutnie. Znakomite wokale Fassara Sacko – mimo utraconego przez niego wzroku – dopełniają całości. W tym utworze śpiewa o miłości, pokazując, że to uczucie jest nie tylko czymś słodkim, ale także może być przepełnione wściekłością. Pięknie tu hałasują!

Djine Bora przyniosła też zmiany w składzie BKO, w wyniku których Adam Coulibaly (donso ngoni) zastąpił NFaly’ego Diakite’a. Coulibaly to również wirtuoz sześciostrunowej lutni myśliwych Bambara, czego potwierdzeniem są partie w świetnym fragmencie Ntiaro – transowa barwa głosu, przeplata się z afrobeatową sekcją i solówkami obu lutni. W ekspresyjnym nagraniu Sadiona kosmiczne harmonie instrumentów z kolei są podsycane dzikimi wrzaskami Sacko. Pustynne bluesowe kołysanie przynosi wyśmienita Maya, przechodząca niepostrzeżenie w kompozycję Bamako. Jakie tu wokale! I nieoczywiste wykorzystanie lutni, gdzieś na pograniczu rocka i brudnego bluesa. Kagni bardzo miło smaga malijskim pustynnym powietrzem poprzetykanym surowym brzmieniem lutni i gęstą rytmiką.

Psychodeliczna lutnia i uśpiona melancholią ballada Tounga przeradza się w transową rockową jazdę blisko skojarzeniami z tuareskim graniem Bombino czy algierską grupą Imarhan. Z podobnym rockowym pędem uderza Ngon, choć dalekim od stricte rockowych standardów znanych z zachodniego grania. Eksperymentalny pod powierzchnią Sambale wpada do transowego kotła rozmaitości z wirującą i roztańczoną kontynuacją w postaci żywiołowego Kekereke.

Djine Bora zostało zarejestrowane na setkę w studiu, bezpośrednio na taśmę analogową, bez dogrywek w post-produkcji, co doskonale czuć i dało świetny rezultat, w postaci uchwyconej autentycznej energii. BKO unikają jak tylko mogą odczytywania w prosty sposób tradycji, patrzą na nią przez swój własny pustynny filtr. Ale nie jest to „rozstrzeliwanie” albo wyrywanie ich rodzimej kultury z korzeniami. BKO mają wielką dbałość o zachowanie szlachetności przekazu wielowiekowej tradycji, konserwując jej rdzeń w psychodeliczno-rockowych kąpielach. Niech trans będzie z nami!

Bongo Joe Records | lipiec 2022

 

FB BKO: www.facebook.com/BKOMALIMUSIC
Strona Bongo Joe Records: www.bongojoe.ch
Strona FB: www.facebook.com/BongoJoeRecords






Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ensun_rizz
ensun_rizz
3 miesięcy temu

Świetna płyta.

Polecamy