Wpisz i kliknij enter

African Beats 2022 – relacja

Poczujcie ducha Afryki.

Mimo ponad dwóch tygodni od czasu zakończenia African Beats wciąż jeszcze schodzą mi emocje po tym niesamowitym wydarzeniu. W zapowiedzi pisząc „wszystkie oblicza Afryki” sam jeszcze nie byłem w pełni świadomy tego, jak wiele różnych perspektyw i kontekstów tej szerokiej kultury poznam. A raczej usłyszę, bo głównie w tym celu odwiedziłem Kawęczyn. Dwa dni multikulturowej muzyki przesiąkniętej elektroniką, muzyką świata czy nawet bluesem otwarły mi oczy na to ile jeszcze w muzyce nie zdołałem odkryć.

Dzień pierwszy

Festiwal rozpoczął się rdzennym brzmieniem zespołu Moribaya. Po kojącym wstępie był czas troszeczkę się pobujać przy międzynarodowym projekcie Dikanda, mieszającym muzykę polską, bałkańską, afrykańską…długo by wymieniać, bo ten energiczny zespół nie daje zamknąć się w żadnych barierach muzycznych czy kulturowych.

To nawet nie początek tego czego słuchacze mieli doświadczyć. Kiedy na scenę wkroczyła OUM, ze swoim elektronicznym projektem „HALS”, zamarłem w transie na niemal półtoragodzinne show. Afrykańskie wokalizy i niezwykła emisja głosu artystki tworzyła prawdziwą symbiozę z minimal techno, dub i szeroko rozumianą elektroniką. Wszystko to dopełniały loopowane partie saksofonu. Odlot na całego.

Po piorunującym doświadczeniu z ethno electro, na scenę wkroczyła Sona Jobarteh. Wirtuozerski pokaz gry na harfie Kora w towarzystwie genialnego zespołu ukazał tradycyjne gambijskie brzmienia z jazzową perfekcją szalonych zmian metrum. Poza wyżej wspomnianym prowadzącym instrumentem na wielkie oklaski zasługiwały wszelkie perkusjonalia oraz gitara basowa, która mimo swej oszczędności dała istny pokaz zabawy z rytmem.

Finał pierwszego z dni to jeden z koncertów, na które czekałem najbardziej. Absolutnie magiczne spotkanie z Amadou & Mariam. Para przekazała widowni niesamowitą energię zapraszając do świata uczuć, tęsknoty, smutku ale i radości.  Mimo moich wielkich oczekiwań duet nie zagrał słynnego „Je pense à toi”, jednak cała setlista koncertowa idealnie uzupełniła brak prawdopodobnie najbardziej znanego w karierze pary utworu. Nie zabrakło natomiast wspaniałego „Sabali”. Do dziś wspominając ten moment mam na plecach ciarki.

Dzień drugi

Następny dzień rozpoczęliśmy mantrowo, występem zespołu Afrotuba. Prawdziwe zbliżenie do natury i wyciszenie na koncercie formacji płynnie przeszło do mocno basowej, niewyzbytej tradycyjnych polskich akcentów energii z jaką na scenę wkroczyła Ifi Ude. Ten koncert wyróżniał się wśród innych. Przeniósł mnie w stan gdzie dźwięki fantastycznie współdziałały z otaczającą mnie naturą. Mimo drobnej awarii prądu spowodowanej nie sprzyjającą pogodą, energia publiczności sprawiła, że koncert zakończył się być może jeszcze bardziej wyjątkowo.

Po tak intymnym, duchowym przeżyciu przyszedł czas na taneczny szał. Wszystko dzięki występowi zespołu The Afronauts, który zaserwował wyjątkowy set łączący jazz, afrobeat i funk. Energia jakiej na próżno szukać w codziennej miejskiej mentalności.

Zdecydowanie największe emocje wzbudził we mnie koncert zespołu Tamikrest. To właśnie na tą formacje czekałem najbardziej i bez dwóch zdań spełniła wszystkie moje oczekiwania. Występ był prawdziwą ucieczką, wyrzuceniem emocji z potężną mocą. Przy całym profesjonalizmie muzycznym, szczególnie zaskoczyła mnie skromność z jaką Tamikrest przyjmował owacje. Pustynny blues z duchem rocka bliskiego takim zespołom jak chociażby Pink Floyd, rozłożył mnie na łopatki.

Festiwal zamknął koncert ikonicznej Oumou Sangare. Perfekcyjny wokal, profesjonalna oprawa muzyczna, uduchowione wsparcie chórków – wszystko to stworzyło ucztę dla fanów World Music. Kapitalne aranżacje wzbogacone o soulowe czy funkowe wstawki rozbrzmiewały do późnej nocy.

Finałowy występ był jednak jedynie formalnym zakończeniem. Do rana uczestnicy festiwalu trwali zgromadzeni przy ognisku na wspólnym jam session, gdzie zatarła się granica między muzykami i słuchaczami. Genialne i najbardziej obrazowe sfinalizowanie mocy tego unikatowego wydarzenia.

Mając przyjemność uczestniczyć w naprawdę wielu rozmaitych festiwalach, mam spory problem z porównaniem ich w jakikolwiek sposób do klimatu African Beats. Może to przez tak olbrzymie zróżnicowanie kulturowe nie tylko w sferze przygotowanych atrakcji ale i uczestników festiwalu.

Bez cienia wątpliwości African Beats krzyczę głośne „Do następnego”.

African Beats 2022

Wszystkie fotografie użyte w tekście pochodzą z zasobów własnych autora.

 

 

 

 







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – King Midas Sound

W walentynki ukazał się nowy album projektu Kevina Martina i Rogera Robinsona, a dziś gościmy ich w naszym cyklu mini wywiadów.