Wpisz i kliknij enter

Tamten – End of That World

Uwierz w ducha.

Matt Brzeźny ukrywający się pod pseudonimem Tamten całkiem niedawno wypuścił swój debiutancki album. Wydarzeniu towarzyszyły dwie imprezy taneczne – jedna w podwórku warszawskiego Side One, a druga w klubie Jasna 1. Na obydwu wydarzeniach artyście towarzyszyli zaprzyjaźnieni, oscylujący wokół jego projektów muzycy – Pejzaż, Fopa, czy Ivan Bayor. Udało mi się nawet uciąć sobie krótką pogawędkę z Mattem na temat jego muzycznej drogi, wpływów i projektów, w których się udzielał, co nie ukrywam – mocno pomogło mi w napisaniu tej recenzji.

Przybliżając sylwetkę artysty wypada wspomnieć, że to on (na wespół z Fopą) stoi za cut-outsową melioracją „Jeziora Szczęścia” Bajmu.

Od, ponad, siedmiu lat regularnie wydaje epki, jest częścią kolektywu wydawniczego Lucyna, jak i kapituły organizacyjnej festiwalu i imprez pod taką samą nazwą. Jego okołofestiwalowe alter ego – Dj Grzyb skupia się na nieco bardziej eteryczno-ambientowych klimatach.

Współtworzone przez muzyka trio Personal Sauveur to, z kolei, wycieczka w stronę orientalnych, triphopowych odlotów.

Poza tym, Matt jest wytrawnym selektorem muzycznym i poszukiwaczem starych, aczkolwiek, nowocześnie brzmiących perełek. Sam zostałem zarażony przez niego remiksem numeru ze ścieżki dźwiękowej do „Ataku na Posterunek” Johna Carpentera, który artysta regularnie wplata do swoich setów.

Dźwiękowy materiał na album powstawał głównie podczas pandemii, co sam autor wspomina jako czasy mroczne i zakrzywiające postrzeganie ważnych wydarzeń życiowych w ciągu ostatnich trzech lat. Muzyka artysty przesiąknięta jest syntezatorową nostalgią, dubową psychodelią i synthwave’owym brudem produkcyjnym. Krautrockowy sznyt muzyki Brzeźnego i ułożenie poszczególnych tracków (Dark i Darker side na winylu) sugeruje (na modłę opery krautrockowej) wysłuchanie płyty od początku do końca, za jednym zamachem.

Po nostalgicznym prologu, z przytupem wjeżdża hipnotyczny i pulsujący „Out of the Lab”, który atmosferą mocno przypomina mi „The Fatal Impact” legendarnych Dead Can Dance. Trop nie okazał się mylny, gdyż Matt zapytany o swoje inspiracje wymienił wczesny katalog 4AD jako jedną z nich. Utwór służy jako swego rodzaju przygotowanie do wejścia w serce mroku nagromadzonego na płycie.

Dalej, „It Spreads With Data” i „Hell Dance” utwierdzają w przekonaniu, że muzykę Tamtego nawiedził Poltergeist i nie pomogą tu żadne egzorcyzmy. Widmontologia zagęszczona na płycie Brzeźnego przypomina mi dokonania projektu Ghost Cauldron (DJ Kaos), a szczególnie jej horrorowy wydźwięk. „Orpheus Drama” jest tego najlepszym przykładem.

„Hollow Body” w wersji Freuxa spokojnie mógłby zaanektować na jedną ze swoich składanek Ron Morelli – o dziwo, numer nie wszedł do wersji na winylu.

Przygotowana przez Bartka Kruczyńskiego dubowa wersja „Sound of Silence” zahacza o balearyczne rejony i słychać weń echa wpływów muzycznych projektu Pejzaż. Wersja cyfrowa dłuższa o całe 4 minuty od wersji analogowej.

Wkładka do nośnika fizycznego zawiera kilka ciekawych informacji i smaczków związanych z samplami wykorzystanymi na płycie. Oprócz klasycznej autofagii lub, jak kto woli, utylizacji własnych pomysłów muzycznych – Brzeźny, między innymi, cytuje: „Requiem dla Samej Siebie” 2 Plus 1, Krzysztofa Pendereckiego, czy też 10cc – obszerna lista odniesień we wkładce na wydaniu winylowym.

Pokombinowana produkcja, nakładające się na siebie warstwy syntezatorów, rozpadające się w nicość mroku werble, pasywne gitary i nisko schodzące linie basu to patenty, które sprawią, że płyta spodoba się miłośnikom nowofalowego chłodu. Sugerowany, jednorazowy odsłuch pozostawił mnie w uczuciu zamrożenia i niepewności przed tym, co może nadejść – cyfrowa dystopia i dehumanizacja. Na szczęście, ten świat się jeszcze nie skończył.

13 października 2023 | Lucyna

Profil na BandCamp »
Profil na Facebooku »
kup płytę »






Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy