Wpisz i kliknij enter

Tricky – Different When It’s Silent

Geniusz wyciągnięty za uszy.

Stało się coś bardzo nieoczekiwanego – bristolski Wunderkind powrócił z albumem, który jest jego najciekawszą propozycją wydawniczą od, co najmniej, dekady. Jakiś czas temu przestałem śledzić jego muzyczne wypusty, traktując je jako ciekawostki, które można sobie bez żalu odpuścić. Darujmy sobie więc banały typu: Tricky skończył się na…

Na ratunek samozwańczemu księciu trip-hopu przyszedł młody artysta (również z Bristolu) Mitch Sanders, którego Adrian Thaws wziął pod swoje skrzydła, dając mu platformę do szlifowania zdolności produkcyjnych.

​Ostatnie siedem lat odcisnęło się wyjątkowo mocno na życiu Tricky’ego. Samobójstwo jego córki wisiało nad artystą jak zły omen – powtórka złej karmy, która przeskoczyła pokolenie, aby znowu go dręczyć (vide los jego matki). Problemy finansowo-podatkowe, liczne przeprowadzki oraz uzależnienie od Valium i alkoholu sprawiły, że artysta fizycznie i psychicznie stawał się cieniem samego siebie, co boleśnie obnażały jego występy koncertowe. Tricky, delikatnie mówiąc, nie domagał…

​Czy to genialna iskra boża młodego producenta, czy może połączenie dwóch wrażliwości sprawiło, że dostaliśmy naprawdę niezłą płytę z mocnym, popowym songwritingiem, gdzie piosenki w końcu nie brzmią jak niedopracowane dema?

I tak „So Cold” to fajna, krótka piosenka z chwytliwym refrenem.

W „Marinade” Tricky porzucił mamrotanie i powtarzanie pojedynczych słów (patent, na którym jedzie od ponad trzech dekad) na rzecz wyluzowanej melodeklamacji z flow niczym Guru. Są tu, oczywiście, momenty słabsze – utwory, które tandem producencki mógł sobie darować.

Gdy docieramy jednak do utworu „Piano”, ukazuje nam się bardzo wyważona ballada z pięknymi momentami i monumentalnym wokalem Sandersa, który powinien wkrótce zawojować wszelkiego rodzaju sentymentalne rolki i shorty.

Mam nadzieję, że to cichy hołd dla kompozycji o tym samym tytule z kultowego „Pre-Millennium Tension”. W ostatnim wywiadzie, jaki czytałem – doświadczony artysta narzekał, że Bristol za bardzo żyje w przeszłości, i że jak nie jesteś skoligacony z Massive Attack to nie masz co liczyć na popularność. Sam właśnie udowodnił, że ucieczka od tejże (przeszłości) bywa całkiem odświeżająca.







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


1 Komentarz

  1. Nie rozumiem po co te opowieści o jego życiowych nieszczęściach? Ma to być usprawiedliwieniem miernoty jaką nagrał? Ta płyta jest pusta jak werbel Rolling Stonsów, nie ma w niej nic ciekawego, nic co by przykuło uwagę, smętne, snujące się puste dźwięki wątpliwej jakości. Nie wiem kto to masterował, ale brzmi to płasko, sucho i beznamiętnie jakby nagrane na zabawkowym sprzęcie. Nie wiem na czym tego słuchasz, ale to „normalnym” sprzęcie to nie gra. Nie zachęcaj ludzi do tracenia czasu na słuchanie tego niczego, zastanów się, albo poszukaj natchnienia, wrażliwości do dobrej muzyki inaczej nic już nie pisz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy