Świeża energia.
W zeszłym roku minęło dziesięć lat, od kiedy kanadyjska didżejka o pseudonimie Darwin przeprowadziła się do Berlina i założyła tam wytwórnię SPE:C. W ciągu tego czasu udało się jej zbudować imponujący katalog, na który złożyło się ponad trzydzieści cyfrowych wydawnictw. Choć początkowo było to nowoczesne techno, z czasem firma wyspecjalizowała się w rożnych mutacjach bass music. To dzięki niej poznaliśmy takich artystów, jak Beatrice M., Carre, Decka czy Buckley. Ten ostatni jest teraz autorem pierwszego albumu w dyskografii SPE:C.
Jak to często bywa w przypadku twórców nowej elektroniki, niewiele o nim wiemy. Z informacji wytwórni wynika, że to młody didżej i producent z Manchesteru. Znają go widzowie Boiler Roomu i słuchacze Rinse FM. Zadebiutował dla SPE:C w zeszłym roku EP-ką „Bass Mids Tops”, która została ciepło przyjęta przez odbiorców dubstepu. Przygotował więc szerszy zestaw, który odsłania jego talent nie tylko do tworzenia klubowych nagrań, ale też bardziej ilustracyjnej muzyki. Dziewięć nagrań z „Infinity Scale” opatrzonych zostało charakterystyczną dla SPE:C okładką rodem z grafik sci-fi.
Na otwierający zestaw „Tintinnabulum” składają się basowe warkoty i fabryczne pogłosy, splecione w industrialny ambient. Wraz z „Top4” uderza masywny dubstep, podrasowany plemiennymi congami i cyfrowymi glitchami. Podobnie brzmi „TMiS”, łącząc wokalny loop z brzęczącymi klawiszami. „Extrospective” osadzony jest na ciężkich breakach, zanurzonych w mrocznych wyziewach. Dwie wersje „Parc Royal” to podwodne dub-techno o minimalowym sznycie. Dubstepowe „Infinity Scale” i „Camilla’s Chime” uderzają bardziej taneczną energią, wnoszoną przez rozwibrowane conga, basowe pulsacje i świdrujące syntezatory.
Debiutancki album Buckleya nie jest oczywiście jakimś epokowym dziełem. To stylowe ujęcie basowego idiomu, nasycone świeżą energią. Manchesterski producent szczególnie dobrze czuje się w tanecznych numerach, potrafi bowiem z wdziękiem wycisnąć z dubstepowych brzmień klubową moc. Generalnie krótki to zestaw i w kilku miejscach chciałby się, aby poszczególne utwory mogły wybrzmieć w szerszym formacie. Ale to tylko zaostrza apetyt na dalsze dokonania artysty. Może więc tak miało być?
SPE:C 2026


Skomentuj