Przy wsparciu ze strony zielonogórskiej wytwórni Gusstaff, na kilka grudniowych koncertów, przybył do Polski John Burton wraz ze swoim muzycznym projektem Leafcutter John. Przy wsparciu ze strony zielonogórskiej wytwórni Gusstaff, na kilka grudniowych koncertów, przybył do Polski John Burton wraz ze swoim muzycznym projektem Leafcutter John. Brytyjczyk muzyczną działalność rozpoczął już dobrych kilka lat temu i osobom, które kojarzą wytwórnie Planet Mu, nie powinien być obcy. Tym, którzy nie mieli styczności z wspomnianą oficyną, John Burton bliższy mógł stać się za sprawą najnowszej płyty „The forest and the sea”, którą wydał niemiecki Staubgold. Często określa się muzykę Burtona jako folkotronicę – połączenie folku i elektroniki. Ponoć sam autor nie do końca jest przekonany co do trafności tego określenia, ale w pewnym sensie oddaje ono klimat muzyki Leafcuttera.
![]() | ||
Niestety w czwartkowy wieczór okazało się, że poznańskiej publiczności nie wystarczy ani Gusstaff, ani Staubgold, ani dziesiątki plakatów rozklejonych w centrum miasta i na niektórych wydziałach uniwersytetu. W stosunkowo ciepły grudniowy wieczór, w przestronnych pomieszczeniach klubu Eskulap, pojawiło się około dwudziestu kilku fanów, poszukiwaczy, dla których projekt mógł być mniej lub bardziej znany. Nawet te 15 złotych nie stanowiło aż tak wielkiej przeszkody aby chociaż spróbować… Smutne.
Na scenie Eskulapa, projekt zagrał w składzie Alice Grant i John Burton. Alice, podobnie jak na ostatniej płycie, wspomagała Burtona wokalnie, a także – w pewnym sensie – instrumentalnie. Dosłownie na kilka minut przed dziewiątą, oboje wkroczyli na scenę i rozpoczęli nieco ponad godzinny koncert, który przybrał nadzwyczaj kameralną i ciepłą formę. Ktoś powie, że przy tak zdziesiątkowanej publice, każdy występ stanie się kameralny. Nie jest to do końca prawdą i sztywną regułą. W przypadku Burtona i Grant, wynikało to z wyjątkowo sympatycznego kontaktu, jaki potrafili nawiązać ze słuchaczami.
![]() | ||
Warte wspomnienia jest to, jak Burton tworzy muzykę. Na scenie miał ze sobą m.in. gitarę i laptopa. Do niego podpięte były mikrofony i inne urządzenia peryferyjne, pozwalające na płynną modyfikację dźwięków. Jednak całość nie zaistniałaby bez udziału „Forestera” czyli aplikacji, której autorem jest sam Burton, a która powstała przy udziale MAX/MSP. W trakcie występu muzycy przy pomocy różnych przedmiotów – m.in. plastikowej butelki, metalowych rurek, stalowej sprężyny – wytwarzali liczne dźwięki, które wyłapywane były poprzez mikrofony i dalej trafiały do laptopa.
Swój udział w dostarczaniu odgłosów otoczenia miała nie tylko Alice Grant. W końcowej części koncertu, włączona została również publiczność. Po blisko godzinie John Burton zakończył występ, ale po kilku minutach powrócił wraz z Alice, aby zaproponować publiczności wspólne komponowanie utworu na bis. Z dźwięków bulgoczącej wody, żartu o urodzinach toruńskiej stacji radiowej, Burton w kilka chwil ułożył zabawny utwór, który zakończył ten wyraźnie niedoceniony przez mieszkańców Poznania, czwartkowy wieczór.
Linki:
album „The sky is darker than the road” (dział Download)
Fragment występu w Berlinie:




tez bylem zaskoczony frekwencja, mam nadzieje ze w innych miastach publika dopisala- a sam wystep prawie jak na ostatniej plycie, calkiem przyejmnie -jak to ladnie akustyka laczy sie z elektronika – pycha 🙂