Wpisz i kliknij enter

Eric Cloutier – My Friend The Abyss

Wspomnienie Motor City.

Sam opisuje siebie barwnym określeniem „record digging psychopath”. Te pasję do przegrzebywania stert winyli w sklepach płytowych podłapał w rodzinnym Detroit ponad dwie dekady temu. To w naturalny sposób sprawiło, że pewnego dnia stanął za deckami. Jego energetyczne sety, łączące korzenny house i zdubowane techno, szybko zdobyły popularność i sprawiły, że wyjechał do Nowego Jorku. Tam trafił do najmodniejszego wówczas klubu w słynnej metropolii The Bunker – i z czasem został jego rezydentem.

Kolejnym etapem na jego muzycznej drodze okazał się Berlin. I ta przeprowadzka była dobrym pomysłem, bo stolica klubowej subkultury okazała się dla amerykańskiego didżeja na tyle stymulująca, iż  zaczął wreszcie tworzyć własną muzykę. Choć jego płyty trafiły do katalogów takich wytwórni, jak Wolfskull czy Mosaic, większość z nich wydała jego własna tłocznia – Palinoia. Po opublikowaniu aż dwunastu dwunastocalówek, przyszedł w końcu czas na debiutancki album amerykańskiego producenta – „My Friend The Abyss”.

Otwierający płytę „Electrophoresis” lokuje się w formule modnego obecnie tribal techno o minimalowej aranżacji. W „Ligrothism” muzyka skręca niespodziewanie w stronę trip-hopu, ozdobionego niekonwencjonalnie trance’owym arpeggio. „Hävittää” to masywne dub-techno, wypełnione dubowymi korozjami i rwanymi klawiszami. Potem łupany bit cichnie i dostajemy ambientowy utwór „Seishinryoku”. „Celeste” uderza mocną energią, łącząc rwany bit z rozwibrowanymi akordami. „Desassossego” kojarzy się z tektonicznym techno w stylu Ostgut Ton. Krążek wieńczy „Daiku” – chmurny dark ambient o industrialnej proweniencji.

Przesłuchanie „My Friend The Abyss” przypomina przerzucanie winylowych krążków w sklepie płytowym typu Hard Wax. Każde nagranie reprezentuje tutaj właściwie inny styl – od ambientu po techno. Łączy je jednak charakterystyczny sound design: minimalistyczne aranżacje, dubowe efekty oraz miękkie i ciepłe brzmienie. Choć amerykański producent nie mieszka już w Detroit, to słychać, że mocno nasiąkł muzyką klubową typową dla tego miasta. Jego debiutancki album nie zmieni biegu nowej elektroniki, ale słucha się go przyjemnie, bo poza taneczną energią, niesie również wyraźną melodykę i sugestywny, nocny  klimat. Tak przecież grało się zawsze w Motor City.

Palinoia 2026

www.eric-cloutier.com

www.facebook.com/eric.cloutier.dj







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy