Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.



Alex Under

Alex Under – La Maquina De Bolas

Siedem lat przerwy pomiędzy pierwszym a drugim albumem to rzeczywiście sporo. Ale żeby zaskoczyć wszystkich taką odmianą własnej muzyki? Tego chyba nikt się nie spodziewał po tym hiszpańskim producencie. Kiedy bowiem zadebiutował na początku minionego wieku, serwował głównie motoryczny tech-house o minimalistycznym brzmieniu. Wypracowane przezeń brzmienie wydało się szefom kolońskiej wytwórni Traum jednak na tyle atrakcyjne, że w 2005 roku opublikowali mu debiutancką płytę „Dispositivos De Mi Granja”. Choć zawierała ona efektownie zrealizowane utwory, nie wykroczyła poza funkcjonalną muzykę klubową, z jakiej dał się wcześniej poznać, nagrywając choćby dla własnej firmy Cmyk Musik.

Ostatnie dokonania Alexa Undera pochodzą z 2009 roku. Od tamtego czasu hiszpański producent wycofał się z aktywności fonograficznej. Do teraz. Bo oto niespodziewanie otrzymaliśmy właśnie jego drugi album wydany przez renomowaną Somę. Po włożeniu krążka do odtwarza nasze zdumienie rośnie z minuty na minutę. I nie tylko zdumienie. Także zachwyt.

Już zaszumiony wstęp wskazuje, że Under porzucił typowe granie do tańca. I rzeczywiście – z analogowych zakłóceń wyłania się mechaniczna struktura rytmiczna oparta na zapętlonym loopie o stukającym brzmieniu, którą dopiero po dłuższej chwili uzupełnia zdubowany puls głębokiego bitu i basu, niosący rozwibrowane akordy skorodowanych klawiszy („Bola 2”). Kolejne nagrania płynnie przechodzą jedno w drugie – oszczędnie dozowane rytmy podszywa dronowy wyziew ozdobiony szeleszczącymi efektami perkusyjnymi i perlistym pasażem ambientowych syntezatorów („Bola 3”). Trudno skojarzyć te dźwięki z czymkolwiek, co powstało wcześniej – być może słychać tu echa dokonań DeepChord, ale dalekie, pozbawione jednoznacznych konotacji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1894154-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1894154-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Bola 4” jeszcze bardziej myli tropy. Z jednej strony mamy tu plemienne partie zredukowanych bębnów, a z drugiej – kościelny chór wysamplowany z jakiejś płyty z muzyką klasyczną. To zaskakujące zestawienie – tym bardziej, że spuentowane… dubowym pochodem basu. Bardziej czytelne odniesienia pojawiają się wraz z kąsającymi tonami Rolanda 303, otwierającymi „Bola 5”. Wolno wijący się strumień acidowych dźwięków od razu przywołuje na myśl wczesne dokonania Plastikmana. Hiszpański producent zanurza jednak te żrące brzmienia w onirycznych odmętach ambientowych syntezatorów, pozbawiając je toksycznego charakteru.

Spowolnione struktury rytmiczne o minimalistycznym szycie, na jakie trafiamy w „Bola 6” kojarzą się natomiast z zapomnianymi eksperymentami Wolfganga Voigta pod szyldem M:I:5, publikowanymi nakładem wytwórni Profan w drugiej połowie lat 90. To oczywiście techno – ale radykalnie przedefiniowane do poziomu abstrakcyjnej awangardy. Nie dziwi zatem, kiedy w „Bola 7” trafiamy na perliste arpeggia wydobyte z marimby rodem z „Music For 18 Musicians” Steve`a Reicha – bo idealnie pasują one do oszczędnych bitów podrasowanych industrialnymi ozdobnikami. A kiedy na finał płyty Under wytacza w „Bola 8” rytmiczny walec – smoliste uderzenia zbasowanego rytmu zanurzone w ambientowych odmętach wiodą nas w nieco bliższą przeszłość, bo do minimalistycznych dekonstrukcji Thomasa Brinkmanna, również firmowanych niegdyś przez kolońskiego Profana.

„La Maquina De Bolas” to wspaniała płyta – fascynujące przywołanie najszlachetniejszych tradycji post-techno, wpisane w nowoczesny kontekst o dubowej i ambientowej proweniencji. Chyba nikt się nie spodziewał, że właśnie pod palcami Alexa Undera powstanie tak sugestywny materiał. Nie przegapcie tego albumu – już teraz można stwierdzić, że to jedno z najważniejszych wydawnictw tego sezonu.

Soma Quality Recordings 2012

www.somarecords.com

www.myspace.com/somarecords

www.cmykrecords.com