DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.



Levon Vincent

Levon Vincent – Fabric 63

 

Nie dalej jak dwa albo trzy miesiące temu na popularnym serwisie społecznościowym mignęła mi informacja, że kolejny miks z serii Fabric nagra Levon Vincent. Ucieszyłem się bardzo na tę wiadomość, zwłaszcza mając w pamięci ostatnie nieudane wydawnictwa z katalogu londyńskiego klubu. Po czym momentalnie przyszła mi na myśl autorefleksja. Dlaczego tak bardzo się cieszę, skoro bohatera zbliżającego się albumu tak naprawdę nie znam?

Tak, Levon Vincent to postać nad wyraz skromna. Jego historia nie jest osnuta wokół klubowej zawieruchy, jest dość prosta, konsekwentna, a przede wszystkim świadczy o jego talencie, profesjonalizmie i dystansie do tego, co robi. A czym ujmuje nowojorski producent, wieszczący, że jego prawdziwym domem jest Berlin? Kompozycje wychodzące spod pióra (właściwie rąk) Levona mają charakter niby typowych dj tools, ale po przyjrzeniu się bliżej ich formie i treści, można zauważyć tkwiący w nich większy potencjał, zwłaszcza w nietypowym podejściu do rozwoju danego tracka czy używania różnych analogów w zgrabnej symbiozie z industrialnymi pogłosami.

Levon Vincent od strony kunsztu didżejskiego prezentuje się równie okazale, bardzo starannie dobierając utwory, w ten sposób, by z harmonii uczynić sobie sprzymierzeńca, a elementy zaskoczenia, czy kontrapunktu odrzucając jako główne składowe efekciarstwa a nie godne narzędzia do tworzenia mozaik równie tanecznych, co ujmujących estetyką wyciszoną, okrojoną, ale nie ubogą.

Bywalec Berghain, nieodżałowanego Tape Club, Rex, czy samego Fabric oczywiście, zgrabnie lawiruje pomiędzy przegródkami swoich płyt, by urządzić zestaw składający się na zaspokajającą ucztę w której daniami głównymi jest deep house już na tyle flagowy i korzenny, by swobodnie przechodzić do motywów bliskich katalogowi Ostgut, czyli współczesnego techno, wzmocnionego metalicznymi odgłosami, niepokojącymi pogłosami i motoryką na tyle sprzyjającą dobrej zabawie co i kontemplacyjnemu podejściu do słuchania, że ani na moment miks się nie nuży, a wręcz przeciwnie. Z utworów, które są znane od dłuższego czasu (tak, to jedna z niewielu kompilacji z tej serii, gdzie niespodzianek nie ma), Vincent wydobywa ich całą esencję, nie siląc się na tanie efektowne rozwiązania, tylko delikatnie cyzelując każdą minutę, pozwalając sobie jedynie na jeden moment przestojowy (ale za to jaki!) w autorskim The End, które stanowi preludium do momentu kulminacyjnego, jakim jest wreszcie oddychające pełną piersią Early Reflections, również autorstwa samego Vincenta. Choć warto dodać, że nie on sam jest bohaterem seta, w którym na równych prawach poruszających swą szlachetnością utworów są również kompozycje kolegów z Underground Quality Joeya Andersona, DJ Jus-Eda, czy innych, takich jak DJ Qu czy Fred Peterkin występujący tu pod pseudonimem Black Jazz Consortium.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/451979-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=451979-01″ allowscriptaccess=”always”]

Klimat i aura, w których prawidłach utkane są poszczególne utwory przywodzą na myśl samą okładkę, która, jak rzadko kiedy dla Fabric, perfekcyjnie koresponduje z zawartością, zatem czasami jest chmurnie, czasami mgliście, czasami bardzo wyraziście, jak na pierwszym planie, ale na pewno bardzo atrakcyjnie, przy czym zestaw i sama osoba Levona Vincenta nijak nie mogą się skojarzyć ze sztucznie nadmuchaną bańką mydlaną, co jak najlepiej wróży jemu i jego karierze. Oby tak dalej. A, pewnie ktoś zechce zapytać, czy obcujemy z miksem roku? Jak do tej pory, bez wątpienia.

http://www.fabriclondon.com/

Fabric 2012