Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Betty Botox – Mmm, Betty!


Wtedy okazało się, że już kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu powstawała muzyka, która wyprzedzała swój czas, tworząc podwaliny dla rozwoju nowoczesnej elektroniki. Przypominają o tym ukazujące się obecnie składanki, których autorzy prezentują na nich „perły” z dawnych epok, do dziś brzmiące świeżo i aktualnie. Do serii tej można zaliczyć płytę firmowaną przez Betty Botox – czyli JD Twitcha z duetu Optimo – „Mmm, Betty!”.
Album otwierają dwa nagrania ze złotej ery disco. Funkujące „Jive Baby On Saturday Night” grupy The Jellies, łączy taneczną motorykę z psychodelicznym klimatem, wprowadzanym przez zimnofalowo brzmiącą gitarę, a bardziej jazzowe „Beginning Of The Heartbreak” Love Of Life Orchestry – kosmiczne partie klawiszy z soczystymi dęciakami w stylu free. Żartobliwą puentą dla tych obu utworów jest „Diskomo” z repertuaru The Residents – groteskowe disco o orientalnej melodyce, zaśpiewane typowymi dla amerykańskich ekscentryków zdeformowanymi głosami.

Zapominanajuż dziś australijska formacja Severed Heads, otwiera swoim popularnych dwie dekady temu przebojem „Greater Reward” segment z tanecznym industrialem. Ich kompozycja to właściwie forpoczta detroitowego techno – mocny bit niesie tu bowiem przestrzenne pasaże klawiszy, uzupełnione melodyjnym motywem piano. Bardziej oldskulowo brzmi nagranie „Boys & Girls” włoskiego duetu Pankow. To zdubowane EBM przywołujące klimatem electro-funkowe dokonania Cabaret Voltaire. Na koniec tego fragmentu płyty, pojawia się Carlos Peron z Yello w utworze „Et”. I również tutaj mamy do czynienia z czymś w rodzaju pre-techno: kawałek brzmi bowiem zdecydowanie mocniej niż popowe dokonania macierzystego duetu jego autora.
W finale „Mmm, Betty” JD Twitch zaprasza swych słuchaczy w podróż do krainy psychodelii. Najpierw brytyjska formacja Hawkwind serwuje typowy dla siebie space-rock ze żrącym motywem klawiszowym („Valium Ten”), potem Japończycy z Flying Rhythms atakują plemiennymi bębnami („Dragon Balls”), a na koniec francuski eksperymentator Bernard Szajner jako Zed zaskakuje finezyjnym połączeniem mrocznej elektroniki z prog-rockowa partią perkusji. „Mmm, Betty!” to pouczająca lekcja historii – mocny impuls do głębszego poznania prekursorów obecnych nowych (?) brzmień.
mulemusiq.com
2008


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress