Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.



Salaryman – The Electric Forest


Jakieś dziesięć lat temu Salarymana stawiano w jednym rzędzie z samą czołówką amerykańskiego post-rocka – Tortoise, Labradford czy Trans Am. Po wydaniu doskonałej, debiutanckiej płyty („Salaryman”, 1996) kwartet podróżował ze wspomnianymi Tortoise i Mouse on Mars po Europie, promując oryginalne, elektroniczno – gitarowe brzmienia. Na fali post-rockowej koniuktury powstał krążek „Karoshi”, wydany w roku 2000. Nieoczekiwanie dla wszystkich, zaraz potem nastąpił okres wydawniczej hibernacji, z której Salaryman ocknął się dopiero w zeszłym roku. W czerwcu 2006 na sklepowych półkach pojawił się „The Electric Forest”, a dzięki staraniom nieocenionego Gusstaffa, po ponad roku krążek dostępny jest również w Polsce.
Wydaje się, że Salaryman nadal pozostaje w stanie swoistego letargu. Tym razem nie tyle wydawniczego, co twórczego – „The Electric Forest” do złudzenia przypomina klimaty, jakie zespół proponował ponad dekadę temu. Więcej – słuchając tego krążka nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z fragmentami tamtych sesji, z niepublikowanymi wcześniej, archiwalnymi nagraniami zespołu. Paleta brzmień, efektów, pomysłów jest dokładnie ta sama: transowe, psychodeliczne plamy gitar i klawiszy, dubowe pogłosy, niepokojące sample wokali (tym razem z fragmentem zaskakująco melodyjnej, polskiej modlitwy) i zawadiacki nastrój całości…ot Salaryman, jakiego słuchaliśmy kilkanaście lat temu. Dla zespołu z Illinois czas stanął więc w miejscu, co może irytować, nawet rozczarowywać. Inna sprawa, jak pozytywnie zaskakuje swoboda, z którą przychodzi muzykom konstruowanie fantastycznych, pokręconych melodii. Elektryczny las jest więc wyjątkowo gęsty, przesiąknięty pomysłami, również zbity – całość nie trwa przecież nawet czterdziestu minut. Przedzierając się można zarówno utknąć, jak i zupełnie się zaangażować.
„The Electric Forest” traktuję w kategoriach sentymentalnej podróży w ubiegłą dekadę, gdy rządziły m.in. właśnie takie brzmienia. Konkurencję z pamiętnym debiutem dzisiejszy Salaryman przegrywa, nie zmienia to jednak faktu, że nowa płyta amerykanów gwarantuje całkiem pokaźną liczbę muzycznych przyjemności. Na początek spróbujmy więc debiutanckiego krążka, potem zagryźmy „Karoshi”, na deser zaś zostawmy sobie „The Electric Forest”. A potem – już tylko na zbliżające się polskie koncerty zespołu.
2007

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. laudia

    a ja skosztuję: starego kotleta na deser nigdy nie jadłam ; p
    Patschula, widziałam – chłopaki w ciągłych rozjazdach. Czyje urodziny tym razem? 😉 Pewnie będę.

  2. Patschula

    dobre czasy tortoise juz sie skonczyly… na pewno sluchasz innych starych kotletow 😉 a plyta Salarymana nagrana ponad 10 lat temu brzmi nadal swiezo, a na koncercie to juz w ogole pewnie odjazd 😀 laudia – miejmy nadzieje, ze do Poznania zajada 🙂 aha, Port-Royal znow nas odwiedza – 8 listopad – bedziesz? 🙂

  3. krzychu81

    wolę zacekać na nowe wydawnictwo tortoise niz na stare kotlety 😉

  4. laudia

    mały off top: wiadomo już gdzie te koncerty?

  5. yac

    biorąc pod uwagę, że wydanie płyty była anonsowane od bodajże lat pięciu, to nie dziwi odczucie lekkiego przeterminowania materiału. Musiał się sporo przeleżeć, szczególnie, że Salaryman dla jego muzyków jest zasadniczo takim weekendowym alterego dla ich głównego bandu (typowo rockowego) czyli Poster Children. Niemniej jednak zgadzam się z Krzyśkiem, że mimo takich bomb jak obumbrata et velata nie jest to płyta na miarę tylu lat oczekiwań. Za to bardzo się cieszę na kocnerty zespołu w Polsce i każdego zachęcam do stestowania Salarymana w wersji live. Z autopsji wiem bowiem, że jest to doznanie nie lada… ja po powtórkę pojadę choćby do komańczy