Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Seph – Alquimia


Działający pod pseudonimem Seph argentyński producent Sebastian Galante należy do drugiego pokolenia latynoskich twórców tanecznej elektroniki, które debiutowało w połowie minionej dekady. Nagrywając dużo, ale dla małych wytworni, artysta powoli torował sobie drogę do światowych klubów. Dopiero współpraca z berlińską firmą Dumb-Unit, założoną przez kanadyjskiego producenta, Jeremy P. Caulfielda, podjęta w 2008 roku, sprawiła, że Galante zadomowił się w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat wyrobił sobie opinię specjalisty od mrocznego minimalu. Jej potwierdzeniem jest debiutancki album Sepha – „Alquimia”.

To starannie przemyślana i dopracowana płyta, która przynosi dziesięć premierowych nagrań, rozmieszczonych w symetryczny sposób. Oto bowiem jej początek i zakończenie stanowią dwie kompozycje o ambientowym charakterze – „Lemon Hideout” i „El Arroyo Del Elfo”. Łączą one przysłowiowy ogień z wodą – zimne pasaże laboratoryjnych syntezatorów z gorącymi dźwiękami egzotycznych perkusjonaliów.

Klamra ta spina resztę nagrań, rozlokowanych w dwu kręgach skupionych wokół usytuowanego w centrum „Vodkrens”. Ten kulminacyjny utwór to masywny dubstep, którego główny wątek stanowi wolno kroczący pochód niepokojących klawiszy – rodem z jakiegoś staroświeckiego thrillera. Wokół niego skupia się reszta elementów kompozycji: od psychodelicznej solówki na syntetycznym flecie, po zdeformowane szepty, trzaski i zgrzyty o horrorowej proweniencji.

Pierwszy krąg tworzą nagrania najbardziej oddalone od „Vodkrens”. Mają one wyjątkowo erotyczny charakter – Galante wie, jak głębokie pokłady zmysłowości tkwią w minimalu i potrafi tę wiedzę wykorzystać. „Alquimia”, „361 Grados” i „Runas” pulsują hipnotycznymi bitami i głębokimi liniami basu, niosąc wibrujące akordy perlistych klawiszy, melodyjne kaskady egzotycznych dzwonków i wpisane weń szepty tajemniczej kobiety.

Wszystko to zatopione jest w gąszczu klikających i stukających efektów o glitchowym rodowodzie. W efekcie powstaje zawiesiste brzmienie o dusznym i parnym klimacie, idealnie odpowiadające atmosferze amazońskiej dżungli.

Z drugiej strony „Vodkrens” podobny zestaw tworzą tylko dwie kompozycje – „Casualidad” i „Log 2”. Pierwsza z nich to energetyczny tech-house, wpisujący przetworzony głos dziewczyny w kaskadę swobodnie opadających akordów organicznych klawiszy. Drugi z utworów wyłania się z bulgoczącej magmy mikrodźwięków – i wiedzie do hipnotycznych breaków podszytych loopem ukręconym z odgłosów cicho szemrzącego strumienia. I tutaj znów mamy do czynienia z gęstym brzmieniem – choć podanym w nieco jaśniejszej tonacji.

I wreszcie utwory sąsiadujące bezpośrednio z „Vodkrens” – „Cerezas” i „Esmeraldas”. Argentyński producent sięga w nich po sprężysty bit twardego techno – w pierwszym przypadku otacza go krystalicznie czystymi tonami zimnych syntezatorów, a w drugim – falującymi blachami o przemysłowym brzmieniu. Oba nagrania kończą się jednak w zaskakujący sposób – tonąc w organicznych dźwiękach jazzowego wibrafonu. Mrok przechodzi w światłość, chłód – w ciepło, zmysłowość – w uduchowienie.

Choć większość materiału na „Alquimi” pozostaje w kręgu minimalu, jego twórca śmiało wpisuje w tę estetykę elementy innych gatunków – dubstepu, breakbeatu, techno i house`u. Wszystko to stapia się w jedną całość – błyszczącą blaskiem szlachetnego kruszcu.

www.dumb-unit.com

www.myspace.com/sephmusic
Dumb Unit 2010

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.