Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Seph – Alquimia


Działający pod pseudonimem Seph argentyński producent Sebastian Galante należy do drugiego pokolenia latynoskich twórców tanecznej elektroniki, które debiutowało w połowie minionej dekady. Nagrywając dużo, ale dla małych wytworni, artysta powoli torował sobie drogę do światowych klubów. Dopiero współpraca z berlińską firmą Dumb-Unit, założoną przez kanadyjskiego producenta, Jeremy P. Caulfielda, podjęta w 2008 roku, sprawiła, że Galante zadomowił się w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat wyrobił sobie opinię specjalisty od mrocznego minimalu. Jej potwierdzeniem jest debiutancki album Sepha – „Alquimia”.

To starannie przemyślana i dopracowana płyta, która przynosi dziesięć premierowych nagrań, rozmieszczonych w symetryczny sposób. Oto bowiem jej początek i zakończenie stanowią dwie kompozycje o ambientowym charakterze – „Lemon Hideout” i „El Arroyo Del Elfo”. Łączą one przysłowiowy ogień z wodą – zimne pasaże laboratoryjnych syntezatorów z gorącymi dźwiękami egzotycznych perkusjonaliów.

Klamra ta spina resztę nagrań, rozlokowanych w dwu kręgach skupionych wokół usytuowanego w centrum „Vodkrens”. Ten kulminacyjny utwór to masywny dubstep, którego główny wątek stanowi wolno kroczący pochód niepokojących klawiszy – rodem z jakiegoś staroświeckiego thrillera. Wokół niego skupia się reszta elementów kompozycji: od psychodelicznej solówki na syntetycznym flecie, po zdeformowane szepty, trzaski i zgrzyty o horrorowej proweniencji.

Pierwszy krąg tworzą nagrania najbardziej oddalone od „Vodkrens”. Mają one wyjątkowo erotyczny charakter – Galante wie, jak głębokie pokłady zmysłowości tkwią w minimalu i potrafi tę wiedzę wykorzystać. „Alquimia”, „361 Grados” i „Runas” pulsują hipnotycznymi bitami i głębokimi liniami basu, niosąc wibrujące akordy perlistych klawiszy, melodyjne kaskady egzotycznych dzwonków i wpisane weń szepty tajemniczej kobiety.

Wszystko to zatopione jest w gąszczu klikających i stukających efektów o glitchowym rodowodzie. W efekcie powstaje zawiesiste brzmienie o dusznym i parnym klimacie, idealnie odpowiadające atmosferze amazońskiej dżungli.

Z drugiej strony „Vodkrens” podobny zestaw tworzą tylko dwie kompozycje – „Casualidad” i „Log 2”. Pierwsza z nich to energetyczny tech-house, wpisujący przetworzony głos dziewczyny w kaskadę swobodnie opadających akordów organicznych klawiszy. Drugi z utworów wyłania się z bulgoczącej magmy mikrodźwięków – i wiedzie do hipnotycznych breaków podszytych loopem ukręconym z odgłosów cicho szemrzącego strumienia. I tutaj znów mamy do czynienia z gęstym brzmieniem – choć podanym w nieco jaśniejszej tonacji.

I wreszcie utwory sąsiadujące bezpośrednio z „Vodkrens” – „Cerezas” i „Esmeraldas”. Argentyński producent sięga w nich po sprężysty bit twardego techno – w pierwszym przypadku otacza go krystalicznie czystymi tonami zimnych syntezatorów, a w drugim – falującymi blachami o przemysłowym brzmieniu. Oba nagrania kończą się jednak w zaskakujący sposób – tonąc w organicznych dźwiękach jazzowego wibrafonu. Mrok przechodzi w światłość, chłód – w ciepło, zmysłowość – w uduchowienie.

Choć większość materiału na „Alquimi” pozostaje w kręgu minimalu, jego twórca śmiało wpisuje w tę estetykę elementy innych gatunków – dubstepu, breakbeatu, techno i house`u. Wszystko to stapia się w jedną całość – błyszczącą blaskiem szlachetnego kruszcu.

www.dumb-unit.com

www.myspace.com/sephmusic
Dumb Unit 2010

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.