Nowamuzyka.pl
Dobrej muzyki jest więcej. Nowe brzmienia od 2003 roku.


Notic Nastic – Fullscreen

Electroclash miał krótki, ale bujny żywot – jako wyjątkowo ekspresyjna estetyka po prostu musiał się szybko wypalić. Jego kontynuacją okazał się nu-rave. Ale oczywiście i tu zadziałał podobny mechanizm. Dzisiaj to już praktycznie martwy gatunek, którego ostatnimi królami są karykaturalni Włosi z Bloody Beetroots. Co zatem zostaje zespołom, które debiutowały na fali powodzenia obu nurtów w minionych latach?

Eksperymentować – czyli znaleźć własną drogą rozwoju, pomagającą im wymknąć się z zaklętego kręgu tych samych chwytów dźwiękowych. Przykładem takiej postawy jest nowy album duetu Notic Nastic, dzielącego swój czas między Berlin a Nowy Jork. „Fullscreen” to jednak wypowiedź ukazująca formację w… rozkroku – bo z jednej strony tworzącym je muzykom trudno rozstać się z dawnymi przyzwyczajeniami, a z drugiej – stać ich jednak na odrobinę odwagi, by podjąć nowe wyzwania.

Ci, którzy z nostalgią wspominają płyty Fisherspoonera, ucieszą się już na pierwsze dźwięki „Both Eyes Open” czy „Sunsetboys”. Notic Nastic stawiają tu na dobrze znane połączenie mocnej rytmiki z wyrazistą melodyką, dodając od siebie trochę cyfrowego noise`u. Bliżej motorycznego nu-rave`u lokują się z kolei utwory w rodzaju „Eye On You” i „Witch”. Całe szczęście duet nie poprzestaje na pompowaniu warczących basów i rockowych bębnów – i dopełnia je w pierwszym przypadku mrocznymi brzmieniami w stylu EBM, a w drugim – soczystymi syntezatorami rodem z… komercyjnego euro-trance`u.

W większości nagrań Notic Nastic zrywają z prostą rytmiką typową dla obu wymienionych wcześniej nurtów. I zamiast do techno sięgają do breakbeatu – tak dzieje się w podrasowanym na gotycką modłę „Cyanide” czy znacznie bardziej surowym „Higher Higher”. W skrajnych przypadkach przypomina to niezapomnianą bombardierkę Atari Teenage Riot – jak choćby w najbardziej agresywnym na płycie „Watch Dogs”.

Najciekawsze efekty Notic Nastic osiągają w jednym utworze – „Good Luck Ghost”. Tym razem za podkład rytmiczny służą tu spowolnione bity rodem z… dubstepu. A do tego przyspieszony wokal przełamany anielskimi chórami – i nisko zawieszony pasaż morderczego basu. Jednym słowem – killer!

Sporo jednak na płycie słabych nagrań. „Illuminati Bitch” ma niby zgrabna melodię, ale rozczarowuje cytowaniem 8-bitowych brzmień z Crystal Castles. Z kolei finałowy „Creepy Baby” to nieudana podróbka The Knife – zarówno w warstwie wokalnej, jak również instrumentalnej. Zdecydowanie lepiej wypada „I Don`t Wanna Do It Right” – zabawny cytat z ejtisowego disco w rodzaju kokieteryjnego „I`m Not Scared”, które w 1988 roku Patsy Kensit zrealizowała z Pet Shop Boys.

Pozycja w rozkroku nie należy do najwygodniejszych – wszystko wskazuje więc na to, że Notic Nastic będą musieli się szybko się zdecydować: czy nadal przetwarzać charakterystyczne wątki z minionej dekady, czy zdecydowanie śmielej sięgnąć po zupełnie inne dźwięki.

Shitkatapult 2011

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.noticnastic.com

www.myspace.com/noticnastic

4 KomentarzyDodaj komentarz
  1. Ponoć za mastering płyty odpowiedzialny jest sam Stefan „Pole” Betke.

    • Tak jest.

  2. „Good Luck Ghost” faktycznie daje rade. Mam tylko pytanie skąd autor się dowiedział o płycie jak na stronie Shitkatapult’u nie ma żadnej o niej wzmianki?

    • Płytę w sumie wydał sam zespół, a Shitkatapult jest tylko dystrybutorem.


Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię

Twoje imię jest wymagane!

Wpisz poprawny adres email

Adres email jest wymagany!

Wpisz komentarz



Nowamuzyka.pl © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie zamieszczonych na stronie materiałów bez wiedzy i zgody redakcji - zabronione.

Design: WPSHOWER

Silnik dostarcza WordPress