Manu Delago – Parasol Peak
Jarek Szczęsny:

Wspinaczka z instrumentami.

Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.



DeWalta – Wander

David Koch przez wiele lat pracował na opinię dobrze zapowiadającego się muzyka klasycznego i jazzowego. Studiował w prestiżowym Hans Eissler Music College grę na kilku różnych instrumentach – fortepianie, trąbce i saksofonie, a potem koncertował z orkiestrą symfoniczną na całym świecie i grywał w wielu zespołach specjalizujących się w „czarnej” muzyce. Aż w pewnym momencie coś zazgrzytało – i wtedy zaczął skupować wyposażenie domowego studia, aby tworzyć… elektronikę.

Pięć lat temu powołał wraz z przyjaciółmi do życia wytwórnię Meander, nakładem której zadebiutował autorskimi nagraniami, które szybko zwróciły na niego uwagę w berlińskim podziemiu. Dzięki temu kolejne swe produkcje umieścił w katalogach cenionych wytwórni – Vakant, Cynosure i Kalk Pets. Z czasem stanął również za deckami, powoli zdobywając renomę didżeja grającego wyjątkowo zmysłowe sety. W końcu przyszedł czas na podsumowanie dotychczasowej działalności na klubowej scenie – i jest nim jego debiutancki album, firmowany używanym przezeń od początku pseudonimem DeWalta.

„Wander” rozpoczyna się od razu mocnym akcentem – „Eagle” to seksowny tech-house wystylizowany na dyskotekową modłę, w którym główny motyw stanowi przestrzenna partia wyrazistych organów. W podobnym stylu utrzymany jest „Keep On” – choć tym razem niemiecki producent nadaje swej kompozycji bardziej minimalowy sznyt, kontrastując kruchą rytmikę z mocno zaznaczoną melodią, niesioną przez wokal Judith Ahrends.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1986710-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1986710-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej funkową odmianę współczesnej muzyki klubowej odnajdujemy w „Righ Here”. To pulsujący głębokim pochodem „żywego” basu garażowy house, ozdobiony soczystą partią klasycznego Rhodesa o jazzowym brzmieniu. Kwintesencją tego wątku są dwa nagrania umieszczone na zakończenie płyty. „Hawk” i „Machine Soul” przypominają bowiem klasyczne dokonania Moodymanna – łącząc spowolnioną rytmikę z soulowymi wokalami i rozbuchanymi partiami akustycznych instrumentów. Rzadko któremu twórcy z Europy udaje się uzyskać to ekstatyczne napięcie typowe dla nagrań tego gatunku z Motor City – ale Koch radzi sobie z tym w zaskakująco łatwy sposób.

Jazzowe fascynacje berlińskiego artysty najmocniej dają o sobie znać jednak w samym centrum płyty. Oto bowiem w „Waltfunk” sięga on zgodnie z tytułem po archetypowy niemal funk – oparty na klaskanym rytmie i głębokim pochodzie pulsującego kontrabasu. „Pace” i „Barksdale Movin On” przynoszą z kolei zwrot w stronę hip-hopu – zagranego na „żywych” instrumentach i ozdobionego raperskimi rymami.

Najlepsze wrażenie z całego zestawu robi jednak „Peregrine Second Race”. Tym razem Koch pozwala sobie niemal na orkiestrową aranżację – nagranie zaczyna się bowiem od smolistego breakbeatu, potem nagle zamienia się w dynamiczny tech-house, by w finale znów wrócić do połamanej rytmiki. Wszystko to podlane ambientowym tłem, nadającym całości przyjemnie odrealniony ton.

Wygląda na to, że klasyka straciła utalentowanego muzyka, a elektronika – zyskała pomysłowego producenta. Większość nagrań z debiutu DeWalty robi bowiem dobre wrażenie – bo pomimo stylistycznych przeskoków, potrafił on nadać swym kompozycjom wspólne, organiczne i naturalne brzmienie, dzięki któremu „Wander” nie rozpada się na szereg nie pasujących do siebie elementów.

Haunt Music 2012

www.dewalta.com

www.myspace.com/dewalta

www.facebook.com/dewaltadavid

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.