Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.



Slalom – Slalom

Koniec roku to zawsze czas powrotów do płyt ważnych, płyt przełomowych, płyt najlepszych. W tym natłoku ważnych odgrzewanych, podbitym jeszcze listopadowym wzmożeniem wydawniczym ważnych, a nowych ginie część porządnych wydawnictw bez pretensji do swojej wagi. Ilość i jakość trzymających poziom polskich produkcji ad 2013 przyprawiała o zawrót głowy nawet muzycznych geeków, dla produkcji na pierwszy rzut oka niepozornych zostawało mało czasu. A warto przyjrzeć się bliżej niektórym z nich, bo goszczą później w odtwarzaczu (i głowie) znacznie częściej niż te namazane wcześniej wybitnością.

Slalom to projekt tercetu doświadczoonych muzyków: Tyciński/ Weber/ Zemler zmiksowany przez, niezmordowanego w zeszłym roku, Michała Kupicza. Na wydany nakładem Lado ABC krążek składa się cztery instrumentalne kompozycje oscylujące w okolicach granicy dziesiątej minuty. Zespół meandruje w nich swobodnie między prog-rockiem, free improv a country i nu jazzem. Duży nacisk na melodyjność kompozycji wsparty tą przedziwną mieszanką wpływów zaowocował materiałem dla ucha lekkim i przyjemnym, nie wpadającym przy tym w banał.

Przemawia do mnie bardzo ciepłe brzmienie syntezatorów użytych na płycie, ale najciekawsze fragmenty zbudowane są na dialogu gitary z perkusją. Śliczny, porywający motyw otwierających Syren wraca w drugiej części utworu skarlały, uboższy w formie, na dłuższą metę jednak o wiele bardziej interesujący. Perkusja jest też kołem zamachowym trzeciej ścieżki, kiedy to z tytułowego tarasu startuje rakieta z napędem Zemlera.

Poetyckie nazwy kolejnych części krążka przywołują dość bezpośrednie porównania. „Syreny z Tytany” – podniosłe, świąteczne, kojarzą się mocno z jakimiś starożytnymi mitami (Tytan z Braavos?), euforyczny a chaotyczny spacer z amokiem alkoholowego uniesienia. I tylko zamykająca zestaw opowieść o spacerze przez łąkę temat traktuje zbyt dosłownie, wulgarnie flirtuje z łatwym popem nie oferując grama goryczki na osłodę.

Mimochodem, te 40 minut przyjemnego Slalomu stało się jedną z moich ulubionych zimowych rozrywek ostatnich tygodni.

Zespół rozpoczął właśnie zimową część trasy po kraju. Detale na facebookowym profilu (poniżej).

Listopad 2013 | Lado ABC

Profil na Facebooku »Oficjalna strona zespołu »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze