ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



Slalom – Slalom

Koniec roku to zawsze czas powrotów do płyt ważnych, płyt przełomowych, płyt najlepszych. W tym natłoku ważnych odgrzewanych, podbitym jeszcze listopadowym wzmożeniem wydawniczym ważnych, a nowych ginie część porządnych wydawnictw bez pretensji do swojej wagi. Ilość i jakość trzymających poziom polskich produkcji ad 2013 przyprawiała o zawrót głowy nawet muzycznych geeków, dla produkcji na pierwszy rzut oka niepozornych zostawało mało czasu. A warto przyjrzeć się bliżej niektórym z nich, bo goszczą później w odtwarzaczu (i głowie) znacznie częściej niż te namazane wcześniej wybitnością.

Slalom to projekt tercetu doświadczoonych muzyków: Tyciński/ Weber/ Zemler zmiksowany przez, niezmordowanego w zeszłym roku, Michała Kupicza. Na wydany nakładem Lado ABC krążek składa się cztery instrumentalne kompozycje oscylujące w okolicach granicy dziesiątej minuty. Zespół meandruje w nich swobodnie między prog-rockiem, free improv a country i nu jazzem. Duży nacisk na melodyjność kompozycji wsparty tą przedziwną mieszanką wpływów zaowocował materiałem dla ucha lekkim i przyjemnym, nie wpadającym przy tym w banał.

Przemawia do mnie bardzo ciepłe brzmienie syntezatorów użytych na płycie, ale najciekawsze fragmenty zbudowane są na dialogu gitary z perkusją. Śliczny, porywający motyw otwierających Syren wraca w drugiej części utworu skarlały, uboższy w formie, na dłuższą metę jednak o wiele bardziej interesujący. Perkusja jest też kołem zamachowym trzeciej ścieżki, kiedy to z tytułowego tarasu startuje rakieta z napędem Zemlera.

Poetyckie nazwy kolejnych części krążka przywołują dość bezpośrednie porównania. „Syreny z Tytany” – podniosłe, świąteczne, kojarzą się mocno z jakimiś starożytnymi mitami (Tytan z Braavos?), euforyczny a chaotyczny spacer z amokiem alkoholowego uniesienia. I tylko zamykająca zestaw opowieść o spacerze przez łąkę temat traktuje zbyt dosłownie, wulgarnie flirtuje z łatwym popem nie oferując grama goryczki na osłodę.

Mimochodem, te 40 minut przyjemnego Slalomu stało się jedną z moich ulubionych zimowych rozrywek ostatnich tygodni.

Zespół rozpoczął właśnie zimową część trasy po kraju. Detale na facebookowym profilu (poniżej).

Listopad 2013 | Lado ABC

Profil na Facebooku »Oficjalna strona zespołu »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze