Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.



Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Minęło dziesięć lat od ich ostatniego albumu „Immolate Yourself” (przez wielu uważanego za ich ostatni za sprawą tragicznej śmierci Charlesa Coopera – połowy duetu Telefon Tel Aviv).

To całkiem sporo czasu. Wraz z nieuniknioną transformacją w solowy projekt, dostajemy po tych wszystkich latach nowy album. Bardziej stonowany, mroczniejszy i jak na poprzednie wydawnictwa raczej surowy.

Całość ubrana w ambientowy, ciemny, nokturnowy garnitur bardziej zbliża się do stylistyki delikatnego, zmysłowego IDMu, a bardziej podkreślane na poprzednich albumach elementy electro-popowe, na „Dreams Are Not Enough” stają się jedynie warstwą podskórną, słyszaną jakby z oddali, z innego wymiaru. Ta muzyka ma w sobie coś kosmicznego. Może dlatego, że mocno odczuwalna jest w niej przestrzeń.

Tak się właśnie zaczyna – leniwie, niczym w stanie nieważkości. Z sekundy na sekundę zaczynają być odpalane kolejno, niespiesznie silniki. Taki właśnie jest „I dream of it often”, otwierający album utwór.

Warty uwagi jest kawałek „a younger version of myself”. Słychać w nim mocno dawny Telefon Tel Aviv. Na tle reszty materiału wydaje się być najmniej eksperymentalny i abstrakcyjny.

Niekiedy przytłacza liczba, deleyów, pogłosów. Wokalizy nieraz zamieniają się w zawodzenie dobiegające niczym z łodzi podwodnej. Są też takie momenty w których nowa płyta Telefon Tel Aviv brzmi niczym Cigarettes After Sex na kwasie. Wszystko przez zdeformowaną, dream-popową, a nawet soft-dream-popową atmosferę.

„Dreams Are Not Enough” to oprócz przesterowanych wokali, bardzo spójna, matowa, ponurawa, chłodna elektronika. Rządzi na niej pewna cicha intensywność, niespieszna mechaniczność. Zapląta się niekiedy w nią jakiś kurz, analogowy brud, jednak bez nadmiaru. To produkcja jak najbardziej współczesna. Mimo swojego monochromatycznego nastroju, jest pełna ciekawych detali. Propozycja zdecydowanie do kilkukrotnego odsłuchu, na słuchawkach.

Telefon Tel Aviv

27.09.2019 | Ghostly International

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Anonim

    to nawet nie stało obok Cigarette…