Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Lubish – Clouds
Paweł Gzyl:

Idzie nowe – ze Wschodu.

Vatican Shadow – Rubbish of The Floodwaters
Ania Pietrzak:

Vatican Shadow polemizuje z Cyceronem. W bardzo surowy sposób.

Ricardo Tobar – Collection

Drugi album Ricardo Tobara potwierdza jego oryginalny talent.

Ten pochodzący z Chile młody producent już od pierwszych nagrań zwrócił na siebie uwagę ciekawym podejściem do dźwiękowej materii. Choć celował w rytmach electro i techno, tak balansował brzmieniem swych nagrań, że wymykały się one jednoznacznej klasyfikacji. Z jednej strony było w nich miejsce na taneczny puls, a z drugiej – dało się słyszeć wyraźną skłonność artysty do intrygujących eksperymentów.

Nic więc dziwnego, że Ricardo Tobar szybko przeniósł się z rodzinnego Chile do Paryża. Dzięki temu jego produkcje ujrzały światło dzienne nakładem tak znanych tłoczni, jak Border Community, Traum Schallplatten czy In Paradisum. Debiutancki album artysty – „Treillis” – wydała jednak francuska wytwórnia Desire, mająca w swym katalogu więcej mrocznego post-punku i no wave niż techno. Nie był to jednak przypadkowy wybór – co potwierdza druga płyta długogrająca młodego twórcy.

Pierwsza część „Collection” dedykowana jest plemiennym rytmom – i zwarzywszy na to, iż Tobar wyrasta z kultury latynoskiej, tribalowe bębny w „Pasaje” i „Brittle” wcale nie dziwią. Chilijski producent nie zatrzymuje się jednak na poziomie imitowania kultury ludowej – i dodaje od siebie do tego bulgoczącego kotła zgrzytliwe pasaże przesterowanych gitar oraz archaiczną elektronikę rodem z wczesnego industrialu.

Miarowy puls rodem z detroitowego techno uderza dopiero w „Invierno” – ale i tutaj napotyka on na chmurne brzmienia sprzed trzech dekad: przetworzony wokal w stylu Iana Curtisa i nerwowo zawodzące klawisze o post-punkowym sznycie. W podobnym metrum utrzymana jest „Angora” – łącząc ze sobą rozwibrowane arpeggia i przemysłowe chroboty. Plemienna rytmika powraca w „Inside Castle” – ale ze względu na blaszane brzmienie perkusjonaliów przywołuje raczej plemienny industrial w stylu Geins’t Nait niż jakikolwiek folklor. Tym bardziej, że w tle aż gotuje się od warczących i trzeszczących efektów.

A potem kompletne zaskoczenie – wraz z „There Is Pop” uderza sprężysty bit syntetycznego disco, któremu Tobar zgodnie z swym upodobaniem do brzmień z lat 80. przeciwstawia kobiecy wokal w stylu Cocteau Twins. Równie porywający efekt chilijski producent uzyskuje w „Blue Mint” – modelując tym razem elektroniczne disco na bardziej nowofalową modłę, dzięki czemu kompozycja przypomina dokonania niemieckich mistrzów tego typu grania z Din A Testbild. Z kolei echa motorycznego rytmu w stylu Neu! czy nawet Kraftwerk słychać w „Crystal Sun” – kompozycji perfekcyjnie syntetyzującej krautową transowość z surowością brzmień Neue Deutsche Welle.

„Collection” to znakomity album, na którym jego autorowi udało się dokonać zaskakująco efektownej syntezy post-punkowych reminiscencji ze współczesną elektroniką, zarówno tą o tanecznym, jak i eksperymentalnym sznycie. Podobne próby podejmują również artyści z kręgu wytwórni Downwards, Jelaous God czy Blackest Ever Black – ale Ricardo Tobar wpisał te tendencje w typową dla swej latynoskiej natury burzliwą emocjonalność. Efekty są unikatowe na współczesnej scenie nowych brzmień. A co najciekawsze – album ten wydał znany z bardziej komercyjnego zacięcia… Cocoon.

Cocoon 2015

www.cocoon.net

www.facebook.com/Cocoon-Recordings

www.ricardotobarblog.blogspot.com

www.facebook.com/ricardotobarofficial


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. ReneGad

    ale to dobre!