Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Ricardo Tobar – Collection

Drugi album Ricardo Tobara potwierdza jego oryginalny talent.

Ten pochodzący z Chile młody producent już od pierwszych nagrań zwrócił na siebie uwagę ciekawym podejściem do dźwiękowej materii. Choć celował w rytmach electro i techno, tak balansował brzmieniem swych nagrań, że wymykały się one jednoznacznej klasyfikacji. Z jednej strony było w nich miejsce na taneczny puls, a z drugiej – dało się słyszeć wyraźną skłonność artysty do intrygujących eksperymentów.

Nic więc dziwnego, że Ricardo Tobar szybko przeniósł się z rodzinnego Chile do Paryża. Dzięki temu jego produkcje ujrzały światło dzienne nakładem tak znanych tłoczni, jak Border Community, Traum Schallplatten czy In Paradisum. Debiutancki album artysty – „Treillis” – wydała jednak francuska wytwórnia Desire, mająca w swym katalogu więcej mrocznego post-punku i no wave niż techno. Nie był to jednak przypadkowy wybór – co potwierdza druga płyta długogrająca młodego twórcy.

Pierwsza część „Collection” dedykowana jest plemiennym rytmom – i zwarzywszy na to, iż Tobar wyrasta z kultury latynoskiej, tribalowe bębny w „Pasaje” i „Brittle” wcale nie dziwią. Chilijski producent nie zatrzymuje się jednak na poziomie imitowania kultury ludowej – i dodaje od siebie do tego bulgoczącego kotła zgrzytliwe pasaże przesterowanych gitar oraz archaiczną elektronikę rodem z wczesnego industrialu.

Miarowy puls rodem z detroitowego techno uderza dopiero w „Invierno” – ale i tutaj napotyka on na chmurne brzmienia sprzed trzech dekad: przetworzony wokal w stylu Iana Curtisa i nerwowo zawodzące klawisze o post-punkowym sznycie. W podobnym metrum utrzymana jest „Angora” – łącząc ze sobą rozwibrowane arpeggia i przemysłowe chroboty. Plemienna rytmika powraca w „Inside Castle” – ale ze względu na blaszane brzmienie perkusjonaliów przywołuje raczej plemienny industrial w stylu Geins’t Nait niż jakikolwiek folklor. Tym bardziej, że w tle aż gotuje się od warczących i trzeszczących efektów.

A potem kompletne zaskoczenie – wraz z „There Is Pop” uderza sprężysty bit syntetycznego disco, któremu Tobar zgodnie z swym upodobaniem do brzmień z lat 80. przeciwstawia kobiecy wokal w stylu Cocteau Twins. Równie porywający efekt chilijski producent uzyskuje w „Blue Mint” – modelując tym razem elektroniczne disco na bardziej nowofalową modłę, dzięki czemu kompozycja przypomina dokonania niemieckich mistrzów tego typu grania z Din A Testbild. Z kolei echa motorycznego rytmu w stylu Neu! czy nawet Kraftwerk słychać w „Crystal Sun” – kompozycji perfekcyjnie syntetyzującej krautową transowość z surowością brzmień Neue Deutsche Welle.

„Collection” to znakomity album, na którym jego autorowi udało się dokonać zaskakująco efektownej syntezy post-punkowych reminiscencji ze współczesną elektroniką, zarówno tą o tanecznym, jak i eksperymentalnym sznycie. Podobne próby podejmują również artyści z kręgu wytwórni Downwards, Jelaous God czy Blackest Ever Black – ale Ricardo Tobar wpisał te tendencje w typową dla swej latynoskiej natury burzliwą emocjonalność. Efekty są unikatowe na współczesnej scenie nowych brzmień. A co najciekawsze – album ten wydał znany z bardziej komercyjnego zacięcia… Cocoon.

Cocoon 2015

www.cocoon.net

www.facebook.com/Cocoon-Recordings

www.ricardotobarblog.blogspot.com

www.facebook.com/ricardotobarofficial

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. ReneGad

    ale to dobre!