Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Stara Rzeka – Zamknęły się oczy ziemi

Czas zamknąć oczy i spojrzeć w przyszłość…

Doskonale pamiętam szum wokół Kuby Ziołka (m.in. Innercity Ensemble, Kapital, Alameda 5, T’ien Lai), który pojawił się tuż po wydaniu jego debiutanckiej płyty „Cień Chmury nad Ukrytym Polem” (Instant Classic, 2013) pod szyldem Stara Rzeka. Wówczas postanowiłem niezwłocznie porozmawiać z nim o tym wyjątkowym wydawnictwie. Później Ziołek doczekał się nominacji do Paszportów „Polityki”, niestety bez powodzenia. Ale patrząc z perspektyw tych ostatnich dwóch lat oraz biorąc pod uwagę cytat z „Fiaska” Lema: śmiałe i odważne piękno powstaje tam, gdzie niczym nie rządzi żaden interes, Ziołek nadal robi swoje i nie żyje artystyczną przeszłością, lecz cały czas jest zapatrzony w postęp i rozwój (weźmy choćby tegoroczny album „Duch Tornada” – recenzja – projektu Alameda 5).

Longplay „Cień Chmury nad Ukrytym Polem” odbił się szerokim echem poza granicami naszego kraju, a to raczej rzadkie zjawisko, co nieznaczny, że w Polsce mamy słabych muzyków etc. Wydaje mi się, że wina leży jednak bardziej po stronie zagranicznych dziennikarzy, którzy są ignorantami, a dopiero „Cień Chmury…” otworzył im oczy i uszy. Dobre recenzje na Wyspach Brytyjskich – i nie tylko – zbiera również tegoroczny krążek „Headache” (nasza recenzja) gdańskiej formacji Trupa Trupa. Choć to zupełnie inna stylistyka, nie tak wymagająca jak muzyka Starej Rzeki, gdzie niekiedy czas trwania kompozycji wychodzi poza kwadrans. O czym możemy się przekonać na drugim i ostatnim albumie Starej Rzeki – „Zamknęły się oczy ziemi”.

Trzeba docenić Ziołka za dojrzałość, gdyż jak sam przyznaje doszedł do takiego momentu, gdzie obrana przez niego estetyka pod nazwą Stara Rzeka, zbudowana na psychodelii z lat 60. i 70., folku, black metalu, drone music, minimalizmie i krautrocku, po prostu się wypaliła. Przy tej popularności (z tego co wiem, to płyta „Zamknęły się oczy ziemi” znalazła spore grono odbiorców poza Polską) artysta mógłby co roku wypuszczać kolejne EP-ki oraz długogrające albumy, ogrywając rockowe patenty na tysiąc możliwych sposobów, ale całe szczęście Ziołek znalazł „złoty środek” dla tej sytuacji i powiedział koniec! Szkoda, że starsi od niego muzycy nie potrafią zdobyć się na taki krok, jaki poczynił Ziołek, i z uporem maniaka klepią setną płytę (czy to w obrębie elektroniki czy rocka), wywołując swoim bezsensownym działaniem u co poniektórych słuchaczy niekontrolowane odruchy wymiotne.

„Zamknęły się oczy ziemi” to dwupłytowe wydawnictwo, na którym część kompozycji powstała jeszcze przed opublikowaniem pierwszej płyty. Na tym zestawie – jak i na debiucie – próżno szukać dłużyzn, przeintelektualizowanych wywodów, idei czy tanich manifestów rozpisanych na kolanie. Okazuje się, iż względem „Cienia Chmury…” nowy materiał niewiele odstaje swoim poziomem, bowiem nie brakuje na nim rockowego brudu („Nie zbliżaj się do ognia” – tu nawet znajdziemy cytat z twórczości Moondoga zagrany na cytrze), przejmującego i zarazem imponującego gitarowego mistycyzmu („Czarna woda”) czy folkowego prymitywizmu („W sierpniową noc”, „Małe świerki”, „Melodia”, „Mapa”, „Mitylena”) z ukłonem w stronę amerykańskiej i brytyjskiej tradycji (John Fahey, Bert Jansch, Michael Chapman, Robbie Basho).

Nawiązanie do Alberta Aylera mamy w „BHMTH (czyli historia z wujkiem Albertem)”, choć więcej tu elektronicznego pulsu niż free jazzowego zgiełku. Bardzo kreatywne i nieoczywiste podjęcie dialogu z przeszłością. Oprócz tego Ziołek odwołuje się także do Pharaoh Sandersa. Z kolei utwór „Ogniste kazania B.B.” można by nazwać słowiańskim prymitywizmem, który ewidentnie wywodzi się z polskiej tradycji nacechowanej OBUH-owym klimatem. „W szopie, gdzie były oczy” lekko słyszalne free jazzowe solo saksofonu przemyka i następnie przechodzi w westernową, zachlapaną błotem opowieść, a ta z kolei prowadzi nas w eteryczne objęcia dronów i kniei. Ten fragment (przynajmniej jego druga część) byłby znakomitym soundtrackiem do rytualnych tańców po rozgrzanych węglach czy też mógłby towarzyszyć nam w trakcie zwiedzania mrocznych jaskiń (Popol Vuh, Herzog).

Może i „Zamknęły się oczy ziemi”, ale jestem przekonany, że pod powiekami Kuby Ziołka nieustannie powstają nowe obrazy.

22.10.2015 | Instant Classic

 

Strona Facebook Starej Rzeki »Profil na BandCamp »Strona Instant Classic »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.