Kink Gong – Dian Long: Soundscape China / Destruction of Chinese Pop Songs
Łukasz Komła:

Kink Gong buszował w swoim chińskim żywiole, gdzie zebrał wiele garści nagrań terenowych.

Tensal – Graphical
Paweł Gzyl:

Dwie twarze.

Konieczność – Free Jazz
Jarek Szczęsny:

Zasłużony relaks.

Wolfman – Mark My World Remix EP
Łukasz Komła:

Wariacje na temat jednego utworu zawiniętego w formę remiksów? Najnowsza EP-ka duetu Wolfman spełnia te wymogi.

Aïsha Devi – DNA Feelings
Kasia Jaroch:

Poprzez medytację i terapię dźwiękową, szwajcarska producentka wkracza do świata muzyki. Najlepszego z możliwych światów.

Dwugłos: Jan Jelinek – Zwischen
Redakcja:

Ciekawy eksperyment czy czcza gadanina? Jarek Szczęsny i Maciej Kaczmarski o nowej płycie Jana Jelinka.

Jan Jelinek - Zwischen
Skee Mask – Compro
Paweł Gzyl:

Panorama brytyjskich brzmień sprzed dwóch dekad.

Nur Jaber – If Only – A State Of Peace
Paweł Gzyl:

Mistyka z Bliskiego Wschodu.

Tourist Kid – Crude Tracer
Ania Pietrzak:

Uroki chwilowej niedoskonałości.

Ben McElroy – The Word Cricket Made Her Happy
Jarek Szczęsny:

Folk z dronami.

Wajatta – Casual High Technology
Paweł Gzyl:

House’owy stand-up

Various Artists – Pleasure Instruments
Paweł Gzyl:

Sado-maso techno.

Paide & Fischerle presents Doubts 2
Jarek Szczęsny:

Zabawy z footworkiem.

TWINS – That Which Is Not Said
Mateusz Piżyński:

Synth-popowe new romantic.



Blanck Mass – World Eater

Cios prosto w zęby od połowy duetu Fuck Buttons.

Benjamin John Power od siedmiu lat działa jako samodzielny producent pod kryptonimem Blanck Mass. Imienny debiut (2011) zawierał ambient i drone music. „Dumb Flesh” (2015), zainspirowany „wadami ludzkiej formy w obecnym stadium ewolucyjnym”, był bardziej zrytmizowany i nastawiony na parkiet (choć dziwna byłaby to dyskoteka). Dyskografię projektu uzupełnia kilka EPek i dwa soundtracki – do filmu giallo „The Strange Colour Of Your Body’s Tears Re-Score” (2015, m.in. z C. Spencer Yeh i Helm) oraz do psychodelicznego horroru kostiumowego „A Field In England” (2013, z Jimem Williamsem i Martinem Paveyem).

Najnowszy w tym zestawie „World Eater” to nokaut w siedmiu rundach – tyle bowiem utworów trafiło na ten zniewalający album. Otwierający całość „John Doe’s Carnival of Terror” hipnotyzuje zapętloną pozytywkową melodią, niepokojącymi szumami i sykami oraz pociętymi samplami wokalnymi. Płynnie i zarazem gwałtownie utwór przechodzi w dziewięciominutowego kolosa „Rhesus Negative”, który mógłby trafić na ostatni krążek Fuck Buttons, doskonały „Slow Focus” (2013, nasza recenzja tutaj). To podobna intensywność i bezkompromisowość. Słychać tu nawet growl o niemal blackmetalowej proweniencji. Niejeden słuchacz odpadnie już na tym etapie.

Tymczasem warto słuchać dalej – pod warunkiem, że zapnie się pasy. Obezwładniający „Please” zaczyna się od strzępów syntezatorów jak w najlepszych utworach The Knife czy Fever Ray, po czym przeistacza się w euforyczny, trwający prawie osiem minut hymn napędzany potężnym hip-hopowym beatem i wokalnymi samplami z R&B pociętymi na modłę Buriala. Słowem – coś, co mogłby wyjść spod rąk Clams Casino, Jamiego XX lub Swarms. Podobnie prezentuje się „Silent Treatment”, w którym prym wiodą gęste syntezatory, sample kościelnego chóru i masywna rytmika. Tymczasem „The Rat” brzmi jak post-rave na koniec czasów.

Power twierdzi, że jego najnowsza płyta to „czysta, nieskażona prowincja” (materiał nagrano na wsi w Szkocji) zawierająca… „piosenki o miłości”. Artysta, niczym targany sprzecznymi emocjami kochanek, jest na przemian czuły i brutalny, emocjonalny i chłodny, ekstatyczny i melancholijny, przyziemny i transcendentalny. Tu nawet w obrębie jednej kompozycji „wszystko się może zdarzyć”, jak głosił tekst szlagieru – tak jak w „Minnesota / Eas Fors / Naked”, gdzie skorodowany ambient w stylu Tima Heckera idzie ręka w rękę z vaporwave’ową melodią z lat 80. oraz nagraniami terenowymi wodospadu i ptaków.

Utwory mutują i permutują, uderzając w bębenki uszne z siłą tajfunu. Wieńczący całość „Hive Mind” zamyka tę płytę syntezatorowymi arpeggiami na nostalgiczno-apokaliptyczną nutę. Świat płonie, a ludzkość zatraca się w zabawie (trochę jak na ostatniej płycie Radiohead, jakże odległej brzmieniowo). „Ludzka rasa pożera samą siebie. Jesteśmy świadomi naszej wewnętrznej bestii, toteż powinniśmy być w stanie ją kontrolować. Niestety tak nie jest” – głosi notka prasowa dołączona do „World Eater”, tego albumu-olbrzyma. Tańczcie, póki możecie.

Sacred Bones Records | 2017

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Dzięki za recenzję